Lublin to takie niepozorne miasto schowane gdzieś na wschodzie Polski. A w tym niepozornym mieście mieszkam równie niepozorny Ja. Pisząc ten całkiem niepozorny blog staram się pozbierać myśli nazbierane od godziny 10.01 dzisiejszego dnia. Nie mam się czym pochwalić bo myśli egzystencjalne nigdy nie szły mi za dobrze. Niszczą tylko po drodze humor mój jak i moich bliskich. Przejdę od razu do zaplanowanej treści posta gdyż muszę się czymś zająć do godziny ok. 17.
Obecnie w szkole przerabiamy epokę romantyzmu. To chyba jedna z moich ulubionych epok gdyż wydaje się dla mnie najbardziej komunikatywna. Trafia do mnie z pewną łatwością oraz siłą i to sprawia, iż zaczynam ją powoli rozumieć. Zauważam również pewne analogie łączące charakterystyczne cechy epoki z dzisiejszym dniem. Twórcy romantyczni w swoich dziełach często otaczającą przyrodę wykorzystywali do opisywania nastroju towarzyszącemu bohaterom jak i danej sytuacji. No cóż... rozpoczyna się jesień więc o wnioski nietrudno. Za oknami widzę drzewa, które powoli tracą swoją żywo zieloną barwę. Na chwile stają się kolorowe by potem umrzeć i ustąpić miejsce nowej porze roku. Wszystko w końcu umiera, w parze idzie dość ponura atmosfera. Jesień kojarzona jest z szarówą i deszczem- przynajmniej przeze mnie. Towarzyszy ona równie ponuremu samopoczuciu jaki dziś mi doskwiera. Mam wrażenie że zbliżająca się śmierć nie dotknie jedynie przyrody ale również (jak zwykle) mojego prywatnego życia. Czy już teraz mogę mówić o sobie jako o bohaterze nieszczęśliwie romantycznym?
W tej epoce nikt nie był szczęśliwy. Życie romantyczne wcale nie było wesołe. Prowadzone było przez bohaterów niepotrafiących pogodzić się z rzeczywistością. Nie szukali oni alternatyw, zamartwiali się jedynie tym, że życie nie układa się po ich myśli. Pomijając już aspekt romantycznej miłości, która z dzisiejszą wizją "romantycznej miłości" nie ma nic wspólnego to egzystencja kreacji literackiej nigdy nie była łatwa. W moim przypadku pomimo tego, że życie również nie układa się po mojej myśli to jednak wciąż szukam alternatyw. Doceniam wszystko co mam jednak to nie jest powód by stać w miejscu- a jednak z nieznanych powodów siedzę w tym samym miejscu już długi czas. Szukanie wyjścia jest bardzo męczące.
W oczekiwaniu na magiczną godzinę "ok. 17" muszę zająć się czymś innym niż myślenie. Doskonale nada się do tego herbata z cukrem (obowiązkowo trzy płaskie łyżeczki) i plasterkiem cytryny. O prawdopodobnym negatywnym działaniu takiej receptury nigdy nie będę się rozpisywał. A jeśli godzina "ok. 17" będzie się dłużyć wezmę gorący prysznic na pobudzenie racjonalnego myślenia.
O tym co będzie pojawiać się na blogu opiszę w innym poście. Łamie stereotypy prowadzenia blogów w iście awangardowy sposób...

0 komentarze:
Prześlij komentarz