wtorek, 25 listopada 2014

"Nie taki święty" część III Spowiedź



Szybko opuściłem mury zamku i ruszyłem w dalszą drogę. Im dalej zamku byłem tym lepiej się czułem. Było już chyba późne popołudnie jednak horyzont nakryty był białą mgłą a niebo pokryły się szarymi chmurami wydającymi się ciężkimi od deszczu. Nawet nie mogłem zlokalizować słońca jednak pomimo tego nareszcie widziałem całkiem wyraźnie to co mnie otaczało. Droga prowadząca do wrót posiadłości Tyfona wyłożona była kamieniami i wyłaniała się z lasu. Jednak nie miałem zamiaru tam wracać. Nie wiedziałem do końca czy jest to ten sam las, w którym straciłem przytomność jednak wolałem nie ryzykować i poszukać innego kierunku. Rozejrzałem się wokół i zobaczyłem polną drogę, która rozpływała się gdzieś za mglistym horyzontem. Zatem rozpocząłem wędrówkę na nowej drodze.
Świat zamilkł. Do moich uszu docierało ciche pogwizdywanie wiatru, który wydawał się zyskiwać na sile. Im dalej szedłem tym mgła stawała się coraz bardziej gęsta. Gdzieś w oddali w białej ścianie zaczęły rysować się jakieś kontury. Poszczególne linie zaczęły rysować się szarościami na mglistym płótnie tworząc prostą konstrukcję. Zbliżając się widziałem coraz więcej. Gdy podszedłem wystarczająco blisko zobaczyłem, że jest to huśtawka. Nie wiem jak się tam znalazła ale oczy mnie nie myliły. Byłem coraz bliżej i coraz więcej mogłem dostrzec. Ktoś siedział na huśtawce, bawił się. Wtem zacząłem słyszeć cichy dziecięcy śmiech. Zaciekawiony przyspieszyłem kroku. Gdy podszedłem wystarczająco blisko zobaczyłem huśtającą się dziewczynkę. Wyglądała na siedem lub osiem lat- nie więcej. Miała złote włosy powiewające na wietrze ozdobione różowymi kokardkami. Ubrana była w piękną sukienkę również koloru różowego. Kołnierzyk wzbogacony drobną, białą koronką. Na nogach białe rajstopki i czarne błyszczące się buciki z malutkimi obcasikami. Twarz jej śmiała się radośnie, białe ząbki wyłaniały się w uśmiechu a na policzkach świeciły się rumieńce. Miała niezwykłe oczy. Błękitne, szlachetne niczym dwa diamenty. Jednak skrywały w sobie zagadkę, tajemnicę cenniejszą nawet od diamentów. Stałem i patrzyłem się na nią jak na obrazek. Dziewczynka oczywiście już dawno mnie zobaczyła jednak huśtała się dalej, śmiejąc się do mnie. Kiedy widziałem jej radość we mnie też się coś obudziło i warga drgnęła mi lekko chcąc złożyć się w uśmiech. Czujny wzrok dziewczynki szybko zlokalizował ten gest na mojej twarzy.
  • No dalej!- powiedziała- co Pan taki ponury?
Ja tylko otworzyłem lekko usta bardziej w geście zdziwienia niżeli uśmiechu a moje oczy zapaliły się jak zapałki. Pierwszy raz słyszałem taki cudowny głosik. Nie wiem jak brzmią anioły ale na pewno mają tak samo cudowny głos.
Dziewczynka przestała się huśtać jednak nadal siedziała odpychając się lekko nóżkami od ziemi, do której ledwo dosięgała. Wszystko wokół było białe. Czułem się jak na niedokończonym obrazku, na którym ktoś narysował tylko nas ale nigdy nie dokończył tła. Cisza wypełniała przestrzeń. Z ust dziecka wyłaniała się para, było już coraz zimniej a biedna dziewczynka siedziała w samej sukience. Zerwałem z siebie część wierzchnią szat i nakryłem ją. Ona natomiast wtuliła się w ciepły materiał i spojrzała się na mnie ze szczerym uśmiechem na twarzy.
  • Dziękuję Panu bardzo- powiedziała. Ja jednak odpowiedziałem jej delikatnym uśmiechem i nadal wpatrywałem się w nią jak w najpiękniejszy obrazek.- Nazywam się Ester. - Wyciągnęła do mnie rękę.
  • Ja nazywam się...- zastanowiłem się chwilę- Dorian- i uścisnąłem delikatną dłoń dziewczynki.
  • Bardzo miło mi Cie poznać. Było mi tu trochę nudno. Jestem tu całkiem sama. Miło poznać kogoś nowego- ja rozejrzałem się wkoło i zapytałem:
  • Nie boisz się będąc tu całkiem sama? To niebezpieczne.
  • Niebezpieczne? Przecież- jak sam mówisz- jestem tu całkiem sama. Nie ma tu wilków ani krokodyli.
  • Owszem, krokodyli tu nie ma.
  • Ludzi również tu nie ma. No oprócz Ciebie i mnie. Ale jesteś pierwszym chłopcem, którego tu spotkałam.
  • I nie boisz się mnie?
Dziewczynka spuściła lekko głowę i uśmiechnęła się.
  • Oczywiście, że nie.
Miło było to usłyszeć. Nie chciałem wystraszyć tej istotki. Wydawała się taka bezbronna i niewinna. Kiedy ją poznałem poczułem obowiązek opiekowania się nią. To uczucie wyłoniło się w mojej pustej duszy tak samo jak ta huśtawka na środku niczego.
  • Dorianie?
  • Tak?
  • Skąd pochodzisz?- zapytała.
Ja zamilkłem i zacząłem zastanawiać się nad odpowiedzią. Krótkie pytanie jednak nie należało do najłatwiejszych. Przynajmniej dla mnie. Przeszłość, od której uciekałem nadal mnie doganiała. To co zostawiłem za sobą okazywało się częścią mnie, która nie zniknie. Wolałem przemilczeć i udawać, że nie ma miejsca, od którego zacząłem moją wędrówkę. Jednak to nie miało sensu. Myśli w ułamkach sekund przemykały mi przez głowę. Miałem miliony pomysłów i miliony zaprzeczeń. W tych krótkich ułamkach sekund zrozumiałem pewną kwestię. Odpowiedź na pytanie ma w sobie dodatkową trudność, która leży gdzieś głęboko we mnie. Nigdy bowiem nikomu nie zaufałem. A temat ten, który jest tak delikatny wymaga dodatkowo zaufania. Kiedy zdałem sobie z tego sprawę zrozumiałem, że w tym momencie jestem gotów zaufać po raz pierwszy. Aniołom można zaufać.
  • Droga Ester- powiedziałem wreszcie- zanim opowiem Ci o miejscu, z którego pochodzę chcę Ci coś dać.
Wyciągnąłem spod koszuli rzemyk, na którym zawieszony był mały zardzewiały kluczyk. Zerwałem go i w geście zaufania oddałem dziewczynce mówiąc:
  • Nie zgub go nigdy przenigdy. To jest bowiem część mnie, którą Ci oddaję.
  • Dobrze Dorianie- odpowiedziała z pełną powagą i zrozumieniem.
  • Droga Ester, opowiem Ci o mojej miłości, dla której sprzedałem swoją duszę. Była to dziewczyna o pięknych oczach, równie pięknych jak Twoje. Miały w sobie blask, który hipnotyzował mnie w ułamek sekundy. Moje serce biło jak młot za każdym razem kiedy ją zobaczyłem. Ona była dla mnie światłem a ja byłem jedynie cieniem. Starałem się jak mogłem by wyłonić się z ciemności i zabłysnąć by w końcu zostać zauważonym przez osobę, którą kochałem tak bardzo. Moje serce łamane było tysiąc razy. Cierpiałem z każdym dniem coraz bardziej. Pewnego dnia wymyśliłem sposób by uwolnić się spod cierpienia i spełnić moje pragnienia. Stwierdziłem, że oczy tak piękne jak jej pokochają jedynie tak samo piękne oczy. A ja byłem chłopcem o szkaradnej urodzie. Prosząc Boga o pomoc nigdy jej nie dostawałem. Zatem zapragnąłem poprosić samego szatana o spełnienie mojej prośby. On pojawił się w moim życiu i spełnił moje życzenie. Chciałem dostać urodę równą urodzie mojej ukochanej. Jednak podpisując się pod tym sprzedałem swoją duszę. Owszem dostałem to co chciałem jednak w zamian pozbyłem się mojego imienia. Droga Ester, nazywam się syn szatana. Co ja narobiłem... Kiedy już stałem się taki jaki zawsze chciałem moja ukochana zakochała się we mnie. Byłem szczęśliwy przez siedem dni. W ostatni dzień odwiedził mnie szatan i powiedział, że zgodnie z umową musi odebrać mi moje zmysły, które zabierze ze sobą a ja mam zostać na ziemi całkowicie pusty wewnątrz. I nie mógłbym już usłyszeć cudownego głosu mojej ukochanej, ani dotknąć jej delikatnej skóry oraz nigdy bym nie zobaczył jedynej osoby, którą kochałem. Przerażony nie zgodziłem się i uciekłem. Starałem się zrozumieć w jaki sposób zgodziłem się na pakt z diabłem. Postanowiłem ponownie poprosić Boga o pomoc jednak ten nie zgodził się mi pomóc. Oh Droga Ester, zostałem sam. Bóg nie pomaga egoistom. Szatan postanowił jednak wyrównać dług i zamiast moich zmysłów odebrał mi moją ukochaną. Jej serce zamarzło na zawsze a oczy umarły zapatrzone gdzieś przed siebie wypełnione bólem. Zatem uciekłem z miasta i nigdy tam nie wróciłem. Szatan nadal próbuje mnie zdobyć używając teraz pustych obietnic jednak ja wolę uciekać i już zawszę będę uciekał bo taka jest cena jaką płacę. Kocha się raz a ja już kochałem.
Nastała cisza. Zamilkłem ponownie i z mojego oka wypłynęła łza. Pierwsza w moim życiu.
  • Płacz Dorianie, ponieważ płakać można tylko przy przyjaciołach a od dziś to ja jestem Twoją przyjaciółką. Dałeś mi to co skrywa się najdłużej- zaufanie. I ja go nigdy nie oddam. Ten klucz to klucz do Twojej przeszłości i ja go zachowam tylko dla siebie. Nikt się nie dowie.
Oczy dziewczynki zabłysnęły błękitem. Tajemniczy blask dał mi do zrozumienia, że zaufanie jakie oddałem do mnie wróci. Jednak tajemnica skrywana przez te oczy jeszcze nie została mi pokazana. W geście zaufania zrozumiałem to i uszanowałem.
  • Pozwól mi iść razem z Tobą.
  • Naprawdę chcesz ze mną iść?
  • Oczywiście, przyjaciół się nie zostawia.




niedziela, 9 listopada 2014

"Nie taki święty" część II Klątwa



Paraliż objął całe moje ciało. Nie miałem panowania nad żadną kończyną. Nawet zmysły zniknęły gdzieś na chwilę. Moje ciało wydawało się martwe ale nadal miałem świadomość tego co się dzieje. Nie wiedziałem z początku gdzie jestem. Panowała nicość a ja nie mogłem zobaczyć nawet wszechobecnego mroku. Wszystko zniknęło i pozostała pustka. Nagle w tej niekończącej się pustce zaczęło się coś poruszać. Jakby najmniejsze atomy zaczęły wibrować. Powoli odzyskiwałem siebie. Poczułem mrowienie na skórze. Receptory na moim ciele zaczęły analizować otoczenie. Pierwsze co poczułem to ciepło. To od razu wydało mi się dziwne. Byłem przyzwyczajony do mrozu i deszczu. A tu gdzie się obecnie znajdowałem było bardzo ciepło i przytulnie. Kolejna informacja jaka do mnie doszła to fakt, iż leżę. Nadal znajdowałem się w pozycji leżącej jednak było mi o wiele bardziej wygodnie niż na starych, połamanych gałązkach ściółki leśnej. Pod plecami poczułem aksamit i wygodny materac. Następnie zacząłem słyszeć. Panowała miła cisza. Do moich uszu zaczęły dobiegać subtelne dźwięki, wtedy też zlokalizowałem kominek. Tam palił się ogień, który mnie ogrzewał. Z całych sił starałem się otworzyć oczy. Chciałem wiedzieć gdzie się znajduję. Po chwili starania nareszcie rozchyliłem powieki. Obraz powoli stawał się coraz jaśniejszy i ostrzejszy. Wtem zobaczyłem sufit obity deskami oraz żyrandol. Już nie miałem wątpliwości, że jestem w jakimś pokoju.
Siła zaczęła powracać do wszystkich moich kończyn, poczynając od nóg, kończąc na głowie. Mogłem wykonywać już delikatne ruchy palcami. Wtedy też poczułem, że jestem nagi. Ocknąłem się już całkowicie. Odżyłem. Siadłem na łóżku i rozejrzałem się wokół. Znajdowałem się w przytulnym pokoju. Było to ogromne pomieszczenie rozmiarami przypominające bardziej komnatę. Na przeciwko mnie znajdował się kominek. Umeblowanie było niezwykle kunsztowne i wyrafinowane. Drewniane rzeźbienia na każdej komodzie oraz szafce, rubinowa zasłony zakrywające okna oraz kwiaty pielęgnowane specjalistyczną ręką kwitnące i zdrowe. Na jednym z krzeseł zauważyłem starannie złożone ubrania, które wydawały się być mi przeznaczone. Podszedłem do nich i od razu się w nie ubrałem. Były piękne, zdobione pozłacanymi guzikami i biżuterią, wygodne i idealnie do mnie pasowały. Jakby ktoś szył je specjalnie dla mnie. Kiedy już się ubrałem postanowiłem wyjść z komnaty. Wyszedłem na korytarz. Był długi i ciemny. Szedłem nim chwilę aż nareszcie zobaczyłem schody prowadzące do jakiegoś gabinetu. Postawiłem pierwszy krok na schodku i już usłyszałem głos dobiegający z dołu.
  • Zapraszam.
Zaciekawiony zszedłem na dół. Nie bałem się już niczego. Wiedziałem, że na dole nie znajduje się nic groźnego. Wszedłem do pomieszczenia. Na krześle przy stole kawowym siedział mężczyzna ubrany w czarne szaty. Odwrócony był do mnie plecami. Nie widziałem jego twarzy a on nie chciał się do mnie odwrócić. Po drugiej stronie stolika stało kolejne krzesło idealnie naprzeciwko tajemniczej postaci.
  • Zapraszam.- Powtórzył spokojnym głosem wskazując na krzesło. Przeszedłem wolnym krokiem obok miejsca mężczyzny i usiadłem naprzeciwko niego. Spojrzałem się na jego twarz. Na czoło opadała pokręcona grzywka, podbródek zdobił gęsty acz krótki zarost a jego całkowicie czarne oczy zapatrzone były gdzieś przed siebie. Nie zwracał na mnie uwagi.
  • Dlaczego się boisz?- Zapytał.
Spojrzałem na mężczyznę nie odpowiadając na pytanie. Kącik ust podniósł się mu w charakterze lekkiego uśmiechu. Nadal zapatrzony był gdzieś przed siebie.
  • Nazywam się Tyfon.- Nagle jego oczy rzuciły się w moją stronę wpatrując się w moje. Poczułem ogromny niepokój. Zrozumiałem nagle, że siedzę naprzeciw istoty nieczystej. Nie byłem w stanie odpowiedzieć. Siedziałem w milczeniu przez krótką chwilę. Tyfon spojrzał na dzbanek stojący na środku, sięgną po niego i rozlał do filiżanek odrobinę kawy.
  • Proszę, częstuj się.- Powiedział grzecznie. Sięgnąłem po filiżankę, napiłem się idealnie zaparzonej kawy i powiedziałem:
  • Ja nazywam się...-
Wiem jakie nosisz imię- przerwał z powagą. - Od dziś jesteś Dorian.- Dopowiedział. Kiedy to usłyszałem nawet nie próbowałem się sprzeciwiać. Była to dla mnie wówczas najbardziej oczywista oczywistość. Po prostu nazywałem się Dorian. Teraz już nawet nie pamiętam jakie imię nosiłem przedtem. Siedziałem patrząc się na Tyfona i popijając kawę. Mężczyzna robił to samo jednak jego wzrok był rozbiegany i analizował wszystko oprócz mnie. Wydawał się jednak bardzo naturalny i spokojny. Postać trzymała filiżankę bardzo dostojnie i specyficznie. Najmniejszy palec zakończony lekkim pazurem podniesiony był jak najwyżej się da a tuż pod podbródkiem trzymał talerzyk.
  • Znam całą Twoją drogę jaką przebyłeś- wnet moje serce mocno zabiło.- wiem co widziałeś i wiem co zostawiłeś za sobą. Wiem co poświęciłeś, wiem co przeżyłeś. Wiem kogo kochałeś i wiem czego się boisz. Nie musisz nic mówić. Wiem dlaczego idziesz i wiem od czego uciekasz. Wiem dokąd zmierzasz i co chcesz zobaczyć. Znam Twoje pragnienia i znam każdą Twoją myśl.
Moje serce nadal mocno biło a oczy zabłysnęły. Bałem się pytać i bałem się usłyszeć odpowiedzi na wszystko co usłyszałem.
  • Nie bój się, nic Ci nie powiem. Bo jestem Twoim przyjacielem.- Spojrzał na mnie.- Nie płacz mój przyjacielu. Możesz zapomnieć o tym co zrobiłeś.
  • Ale ja się boję
  • Dlaczego?
  • ...Zgrzeszyłem
  • Możesz ze mną zostać i zapomnieć o tym wszystkim co zostawiłeś za sobą. Wiem, że nie chcesz do tego wracać, prawda? Tak wiem, że się ze mną zgadzasz. Zatem mam dla Ciebie propozycję. Jeśli zostaniesz w moim pałacu na jedną noc, zostaniesz tu już na zawsze. Będziesz mógł robić co zechcesz, cały mój majątek będzie Twój i będziesz szczęśliwy już zawsze. Dostaniesz to wszystko za najmniejszą cenę. Po prostu zostań ze mną i bądź przy mnie. Wystarczy jedna noc by to dostać. Możesz jednak również odejść...
  • I co wtedy?
  • I wtedy... wrócisz na tą samą ścieżkę, będziesz błądził i nigdy nie znajdziesz domu. A tutaj możesz czuć się jak u siebie. Zapewnię Ci wszystko co będzie Ci potrzebne. Wiem jak kochasz malować. Dam Ci zatem farby i pędzle. Wiem jak kochasz pisać zatem dam Ci papier i pióro. Wiem jak kochasz śpiewać dam Ci zatem sławę i natchnienie. Ale zostań ze mną.
  • Nie jestem niczego pewny. To co mówisz miły Panie wydaje się kuszące ale równie mylne jak cała droga jaką przeszedłem. Skoro mogłem iść tak długo i daleko to może powinienem iść dalej. Doskonale wiem co zostawiłem za sobą jednak wypieram to w nieskończoność. Grzech wobec siebie jest najgorszym jaki człowiek może popełnić.- Mężczyzna wyraźnie wówczas się zdenerwował jednak starał się to ukryć
  • Drogi chłopcze. Od dziś nie jesteś już sobą. Dałem Ci nowe imię i nową energię. Nie możesz już zawrócić więc nie ma sensu iść dalej. Nie marnuj daru jaki Ci dałem, możliwość zaczęcia od nowa nie jest rozdawana. W kocu dojdziesz do końca świata i tam nie znajdziesz nikogo. A ja zamknę swoje wrota i drogi do mnie nie odnajdziesz.
  • Zostając z Tobą będę szczęśliwy ale nie wolny. Zatem co to za szczęście skoro będę zamknięty w tym pięknym pałacu. Co mi po złocie skoro nic z nim nie zrobię. Co mi po wierszach jakie napiszę skoro schowam je do szuflady. Co mi po piosenkach jakie zaśpiewam skoro będę śpiewał je ścianom. Co mi po obrazach, które będę tu wieszał aż zabraknie miejsca. To nie jest to czego szukam
  • Ale Ty nie wiesz czego szukasz!- Krzyknął. Wystraszyłem się. Tyfon wstał i nerwowo przeszedł od kąta do kąta z założonymi rękami za plecami. Poczułem nagle bezradność mężczyzny. Wiedziałem, że może zatrzymać mnie tylko swoim bogactwem i pustymi obietnicami. Wizja opisywanego przez Tyfona życia wydawała się kusząca jednak dopóki nie sprzedałem mu mojego ciała chciałem iść dalej. Zatem wstałem z krzesła, stanąłem na pierwszym schodku i powiedziałem:
  • Było mi bardzo miło. Odebrałeś mi moje imię ale nie odbierzesz mojej duszy. Nie mogę tu zostać. Dziękuję za kawę ale na mnie już pora.- Po tych słowach wybiegłem z pokoju.
„Moje miejsce nie jest u boku diabła. Łatwo jest zapomnieć i przestać iść w imię bogactw i wygody. Ale to byłoby puste szczęście. Odebrano mi moje imię ale nie duszę, którą mogę oczyścić.” Powtarzałem sam do siebie. Po kilku krokach w mojej głowie usłyszałem głos Tyfona.

  • Jam jest diabeł, który naznaczył Cie imieniem mojego syna i zawsze już nim będziesz. Dorianie za ucieczkę nakładam na Ciebie przekleństwo. Nie pozwalam Ci zapomnieć o miejscach, w których byłeś, nie pozwalam zapomnieć dróg przez jakie przeszedłeś, nie pozwalam zapomnieć ludzi, których kochałeś. Nie uciekniesz przed tym co zostawiłeś i już zawsze będziesz biegł. Zatem uciekaj Dorianie, to Twoja kara. Już zawsze będziesz biegł.

sobota, 8 listopada 2014

"Nie taki święty" część I Pogrzeb


Zbliżała się już 4.30. Słońce jeszcze nie wzeszło. Nadal padał deszcz a ja szedłem przez polną drogę. Nawet nie wiedziałem gdzie jestem. Panował półmrok, przez szare chmury prześwitywało ciemnozielone niebo, wszystko wyglądało jakby oświetlone surowym światłem jak w kostnicy. To co potrafiłem dostrzec to ogromne pole na lewo, jakieś krzaki na prawo i las otaczający dalszą część tej drogi, do której powoli się zbliżałem. Co chwilę gdzieś grzmiało, jednak już daleko stąd. Mój płaszcz był przemoknięty a zimno zdawało się być mi obojętne. Po prostu szedłem przed siebie, nie wiem już po co i gdzie ale na pewno nie chciałem wracać.
Byłem coraz bardziej ciekawski. Z każdym krokiem otaczały mnie coraz gęściej drzewa. Deszcz nie był tu już tak silny. W tym ciemnym lesie burza się nie przedostawała. Pod moimi stopami łamały się stare, spróchniałe gałązki. Wszystko spało. Jedyne szelesty powodował tutaj wiatr.
Nie pamiętam dlaczego szedłem. To co zostawiłem za sobą wydaje się być nieistotne. Wiele miejsc już widziałem, do wielu drzwi już zapukałem, przez różne drogi musiałem iść jednak skoro nigdzie nie znalazłem miejsca, w którym mógłbym się zatrzymać to po co o tym pamiętać. Zostałbym tylko wtedy gdybym mógł. Gdyby ktoś przyjął mnie i gościł. Jednak nie widziałem jeszcze miejsca, w którym mógłbym odpocząć. Zwątpiłem w to, że odnajdę coś co sprawi, że się uśmiechnę. Dlatego wolę iść i nie pamiętać niczego co widziałem.
Czasem odwracam się za siebie by zobaczyć co zostawiłem. Może po prostu chcę już odpocząć. Jednak to co widzę wygląda zawsze tak samo. Pusto, zimno i ciemno. Mam wrażenie, że uciekam, boję się patrzeć za siebie, ten widok wzbudza we mnie strach. Zatem idę tak długo na ile pozwolą mi siły by tylko na wieki nie zanurzyć się w tej nicości.
Nadal szedłem przez las, który wydawał się nie mieć końca. Nie wiem ile już trwała wędrówka ponieważ wszystko wyglądało tak samo, w dodatku wcale się nie przejaśniało. Możliwe, że szedłem już dwie godziny albo dopiero kilkanaście minut. Straciłem już zupełnie poczucie czasu jakby przestał się on dla mnie liczyć. Jedyne co słyszałem to szum i mój oddech. Jednak teraz czułem dziwny niepokój. Czułem jakby czyjeś oczy skierowane były na mój kark, analizując każdy krok jaki zrobiłem. Jednak nie byłem wstałem odwrócić się za siebie. Tym razem bałem się to zrobić bardziej niż zwykle. Mając nadzieję, że to co czuję to tylko złudne wrażenie szedłem dalej. Postanowiłem przyspieszyć kroku. Idąc szybkim marszem mijałem kolejne drzewa, które z każdym pokonanym metrem wydawały się być coraz starsze i większe. Nagle do moich uszu dotarł szum typowy dla rzeki. Zmysł słuchu mnie nie oszukał. Widziałem już ją wyłaniającą się zza drzew. Zauważyłem również most. Stary, drewniany, łączący dwa brzegi. Wszedłem na niego spoglądając na wodę. Nagle poczułem straszny odór. Rzeka była brudna i śmierdząca. Nie zwalniając kroku szedłem przed siebie. Deski konstrukcji wydawały przerażający zgrzyt. W dodatku nadal czułem ten przeszywający wzrok na sobie. Coraz bardziej się bałem. Kiedy udało mi się nareszcie zejść z konstrukcji ku mojemu zdziwieniu... zgrzyt wcale nie ustał. Słyszałem jak ktoś za mną stawia krok za krokiem jakby skradał się ukradkiem. Nie wytrzymałem, obróciłem się szybko za siebie analizując cały most. Nikogo tam nie było. Nagle zgrzyt ustał i zapadła głucha cisza. Słyszałem jedynie szum rzeki. Serce biło mi jak szalone, poczułem jak zimny pot spływa mi po plecach. Przełknąłem ślinę. Powoli odwróciłem się ponownie myśląc, że mam omamy słuchowe. Równie powoli zacząłem stawiać kolejne kroki. Szedłem spokojnie przed siebie mając nadzieję, że to wszystko mi się tylko zdawało. Nagle znowu poczułem na sobie ten wzrok jednak tym razem dwa razy silniej, to było porównywalne do dotknięcia. Nie miałem wątpliwości, ktoś mnie obserwuje. Adrenalina znowu skoczyła mi do serca. Jednak nieustannie szedłem dalej. W tym samym momencie usłyszałem ten przerażający zgrzyt stawianych kroków na moście. Z każdym kolejnym ruchem odgłos stawał się coraz donośniejszy jakby ktoś zaczynał się rozpędzać i biec w moją stronę. Instynktownie zacząłem uciekać! Mijałem niskie gałęzie i przeskakiwałem prze głazy i wystające korzenie. Drzewa wyrastały przede mną sekunda po sekundzie jakby znikąd. Zauważałem je w ostatnich chwilach. Słyszałem jak coś z tyłu powtarza każdy mój krok będąc coraz bliżej i bliżej. Nie odwracałem się za siebie, jedyne co miałem na myśli to wydostać się z tego lasu. Męczyłem się coraz bardziej, serce biło coraz mocniej. Coś było już tak blisko, że słyszałem ten straszny, ciężki oddech. Jednak nie poddawałem się. Biegłem jak najszybciej tylko potrafiłem. Odgłosy za mną stawały się coraz donośniejsze. „To już koniec” pomyślałem. Nagle blask, trzask, wybuch!



Leżę ogarnięty strachem.

czwartek, 6 listopada 2014

Bajka



W pewnym miasteczku żył sobie chłopiec. Był to młodzieniec o nadzwyczajnej urodzie. Miał piękne złociste włosy, porcelanową cerę oraz delikatne, wręcz dziewczęce rysy twarzy. Pomimo swych licznych zalet wiadome jest każdemu, że nie istnieje arcydzieło bez skazy. W tym przypadku były to jego oczy. Wiecznie podkrążone, brzydkie, przypominające dwa różne guziki przyszyte do główki szmacianej lalki.
Młodzieniec nosił w sobie dużo smutku. Darzył pewną dziewczynę ogromnym uczuciem. Każdego poranka podglądał ją na miejskim rynku, jak sprzedaje kwiaty zebrane daleko za granicami miasta. Była to niewiasta o miodowych, długich włosach, delikatnie opadających na anielską twarz. Miała przepiękny, radosny uśmiech, a jej policzki ozdabiały piegi. Najbardziej jednak uwagę przyciągają magiczne oczy: ciemne, duże w blasku słońca połyskujące niczym szmaragdy. Emanowały miłością i serdecznością. Za każdym razem, kiedy patrzył w jej oczy, uśmiech sam pojawiał się na jego twarzy. Pomimo tego, że rodzice obojga nastolatków są dobrymi przyjaciółmi, chłopak zawsze bał odezwać się do rówieśniczki.
  • Te piękne oczy nigdy nie pokochają takich szkaradnych jak moje.
Chłopiec zawsze chciał mieć inne oczy. Uważał, że te okrutnie go oszpecają. Pewnego razu postanowił zatem wybrać się do starca, mieszkającego daleko za miastem, który słynął z praktykowania magii. Pomyślał, że on jest jedyną osobą, która pomoże mu z jego problemem. Jak pomyślał tak też zrobił. Pewnego ranka zrezygnował z obserwowania szmaragdowo-okiej i od razu wybrał się do chaty staruszka.
Domek z zewnątrz przypominał rozpadającą się ruderę, zresztą w środku wcale nie było przytulniej. Gliniana, nierówna podłoga, kilka rozpadających się szafek, na których gdzieś między drewnianymi łyżkami, kuferkami i innymi rupieciami leżały stare, zakurzone porcelanowe lalki. Nad głową rozciągał się dziurawy dach, natomiast gdzieś w schowanym kącie stała stara prycza, pełniąca rolę łóżka. Starzec żył aż nadto skromnie.
Gdy chłopiec został zaproszony do środka, ujrzał mężczyznę stojącego przy brudnym oknie.
  • Drogi Starcze- powiedział zdecydowanie chłopiec.- Przychodzę do Ciebie w potrzebie. Spójrz na mnie, zobacz jaką szkaradą jestem. Pomóż mi Drogi Starcze i spełnij moje marzenie, daj mi nowe, wspaniałe oczy! Wiem, że potrafisz.
    Starzec spojrzał na chłopaka badawczym wzrokiem, uśmiechnął się lekko i powiedział:
  • Nie rozumiem, dlaczego prosisz mnie o pomoc. Masz wszystko, jesteś zdrowym młodzieńcem, wszystko na swoim miejscu! Dwoje uszu, nos, czerwone usta... para oczu...
  • Ale ja chcę nowe!- przerwał.- Moich oczu nikt już nie pokocha tak jak one kochają inne oczy.- dodał spokojnie po czym energicznie rzucił: - Zapłacę Ci!
    Starzec zaśmiał się
  • Nie musisz mi płacić.- zamilkł na chwilę po czym na jego twarzy pojawiło się wyraźne zastanowienie.- Twoje oczy są piękne bo potrafią kochać. To niesamowity dar. Niepotrzebne Ci są nowe, skoro te działają doskonale.
Chłopiec sprawiał wrażenie, jakby nie słuchał. Nadal upierał się przy tym, że potrzebuje nowych, ładniejszych oczu. Starzec poirytowany uporem chłopca nareszcie powiedział:
  • Dobrze już! Dam Ci nowe oczy. Chociaż powinienem dać Ci nowe uszy, bo jesteś głuchy na wszystkich i na wszystko. Potrafisz usłyszeć tylko siebie.
    Chłopiec ucieszył się niezmiernie.
  • Idź do domu- dodał.- Gdy skończy się dzisiejsza noc i ponownie wzejdzie słońce, przyniesie Ci ono wymarzoną, nową parę oczu.
Chłopiec w podskokach wybiegł z chaty starca, nawet nie dziękując za spełnienie prośby. Młodzieniec wracał do siebie tą samą ścieżką. Szybko wrócił do swojego domu i z niecierpliwością czekał aż nadejdzie zmrok...

[…]

Nastał ranek, promienie słoneczne przedostały się do pokoju przez rubinowe zasłony nadając pomieszczeniu czerwony kolor. Światło zyskiwało na sile z każdą minutą, aż blask wędrujący po porcelanowej twarzy chłopca nareszcie go obudził. Ten otworzył szeroko oczy i leżąc chwilę w łóżku, modlił się o to, by to co wydarzyło się poprzedniego dnia, nie było tylko snem. Przerażony wstał na równe nogi. Podszedł powolnym krokiem do wiszącego na sąsiedniej ścianie lustra. Zbliżył swoją twarz do zwierciadła i nie uwierzył w to co zobaczył.
  • To nie był sen- wyszeptał z niedowierzaniem.
Obietnica starca spełniła się. Chłopiec dostał wymarzone, nowe oczy. Były piękne, duże, błyszczały diamentowym blaskiem. Młodzieniec długo napawał się pięknem swoich oczu, nieustannie wpatrywał się w dar otrzymany od Starca.
W pewnej chwili chłopak poczuł, że coś jest nie tak. Za każdym mrugnięciem obraz stawał się coraz bardziej zamazany i ciemny. Widziane przedmioty traciły swoją ostrość. W panice zaczął pocierać ręką o oczy, mając nadzieję, że to tylko efekt zmęczenia. Jednak był w błędzie. Po krótkiej chwili jedyne co potrafił zobaczyć to pustka... nicość. Wszechobecna ciemność.
  • Co się dzieje!- krzyczał w panice. Ale był teraz całkiem sam. Leżał długo na podłodze swojego pokoju zamrożony w strachu.
  • Zatem dostałeś to czego chciałeś- odezwał się niski, basowy głos starca. Nie wiedział on jednak czy postać znajduje się gdzieś w pomieszczeniu czy też tylko w jego głowie.
  • Co mi zrobiłeś?- wykrzyczał zachrypniętym głosem zmęczonym od płaczu.
  • Spełniłem Twoje życzenie- odpowiedział spokojnie.
  • To nie jest to czego chciałem! Chcę znowu widzieć. Pomóż mi!
  • Nie mogę. Ten czar jest nieodwracalny. Dostałeś nową parę wspaniałych oczu. Zrezygnowałeś z tych, które kochały inne oczy. Chciałeś być piękny, więc jesteś. Porzuciłeś dar, który jest prawdziwym skarbem. Na tym świecie rządzą drogocenne kamienie, jednak naszymi sercami nie jest w stanie zawładnąć żadna, nawet najdroższa biżuteria. A Ty sprzedałeś to co bezcenne.
  • Już nigdy nie zobaczę tej pięknej twarzy, tych miodowych włosów, tego szczerego uśmiechu... i tych pięknych szmaragdowych oczu?
  • Teraz zobaczysz już tylko swoją pustkę. Nie potrafiłeś pokochać samego siebie, zatem nie możesz kochać już nikogo innego.
    Chłopiec nie był w stanie wypowiedzieć ani słowa więcej. Żal i gorycz zacisnęły się wokół jego gardła, uniemożliwiając wydobycie jakiegokolwiek zdania.
  • W tej chwili jesteś warty tyle, co porcelanowa lalka.

Młodzieniec został sam. Pogrążony w nicości, pusty w środku. Miał już tylko swoje idealne, sztuczne oczy, które nie były w stanie zobaczyć nic więcej, niż tylko bezkresną nicość. Z każdą wylaną łzą stawał się coraz bardziej zimny, aż całkowicie i na zawsze zmienił się w pustą nic nie wartościową porcelanową lalkę z wymarzonymi błyszczącymi oczami pragnącymi zobaczyć prawdziwy skarb, jeszcze jeden jedyny raz...

czwartek, 30 października 2014

You Don't Trust Me

Czy czułeś się kiedyś jak w klatce? Otoczony stalowymi kratami, które naciskają na Ciebie i nigdzie nie widzisz wyjścia? Kiedy znajdujesz się w trudnej sytuacji, szukasz pomocy, próbujesz zdobyć zaufanie i chcesz być usłyszany a nikt nie słyszy jesteś uwięziony. Problemy naciskają coraz bardziej i trudno jest wszystko poukładać. Każdy nie raz pewnie przeżywał to w swoim życiu. Obecnie ja przez to przechodzę i jest to najgorszy stan w jakim można się znaleźć. 

Nie mogę uciec nawet do sztuki. Nie mam na nią czasu oraz pomysłu. Ostatnio nic nie tworzę, raczej wracam do starych projektów. Ale nic nie rusza się do przodu. Wiem, że w moim przypadku to duży błąd. Już dawno temu zauważyłem zależność pomiędzy kryzysami twórczymi a moim życiem prywatnym. Kiedy przestaję tworzyć przestaję żyć. I to brutalna prawda. Moja sztuka umierała ostatnio bardzo powoli. Z początku przestałem malować, następnie przestawałem komponować aż w końcu zrozumiałem, że stoję cały czas w miejscu. Wiem jednak, że po obumarciu mojej twórczości zawsze nadchodzi wielki powrót i wtedy pokazuję na co mnie stać. Wiem, że tak będzie i tym razem. Odpowiedzi jednak na to jak z powrotem wrócić to tworzenia szukam w poprzednich projektach. Szukam natchnienia, iskierki, wyjątkowości, która mi pomoże. I tak oto odnalazłem bardzo fajną piosenkę, która prawie idealnie zresztą oddaje moją obecną sytuację. 



"You Don't Trust Me" to jedna z pierwszych piosenek jakie napisałem. Pochodzi z projektu Melody jednocześnie wiele dla mnie znaczy. Kiedyś przechodziłem bardzo ciężką sytuację z moimi przyjaciółmi. Brak zaufania niszczył nasze więzi i o tym jest ta piosenka. Historia w niej opisana jest tak naprawdę uniwersalna ponieważ zaufanie to wartość bezcenna. Dzięki niej żyjemy w spokoju i harmonii. Bez tego nie możemy tworzyć silnych więzi w rodzinie ani w związku. Zwykle najlepsze piosenki powstają w najtrudniejszych sytuacjach w moim życiu. You Don't Trust Me niewątpliwie jest piosenką z tego okresu.


czwartek, 23 października 2014

Podróże

To jest bardzo ciekawa pora roku. Ciekawy moment dnia. Siedzę sobie na parapecie mojego ogromnego okna, wdycham zimne powietrze i spoglądając od czasu do czasu na ulicę wspominam wczorajszy dzień. A był on jednym z najciekawszych w ostatnim czasie. Byłem w Warszawie na wycieczce klasowej i miałem okazję odwiedzić wiele galerii sztuki, które pozytywnie zaskoczyły mnie ekspozycjami. Zobaczyłem rzeczy, które widziałem pierwszy raz, poznałem pomysły, które mnie zadziwiły oraz poznałem zupełnie nowe miejsca, które sprawiły, że wcale nie chciałem wracać do domu. Żyję w mniejszym mieście niż Warszawa i to co tam zobaczyłem wywarło na mnie duże wrażenie. Ja zwykle nigdzie nie wyjeżdżam. Siedzę w domu i dalej niż do centrum się nie ruszam, gdyż nie stać mnie na wycieczki do innych regionów Polski. Jednak wykorzystuję każdą okazję jaka się nadarzy. I tak zrobiłem tym razem. 

Jestem artystą dlatego sztuka z jaką miałem styczność miała na mnie wielki wpływ. Bardzo spodobało mi się to co zobaczyłem. A widziałem wystawy z wielu dziedzin i epok zatem różnorodność była niemała. Poznałem wiele nowości, które bardzo mnie zainspirowały. Pobudziły we mnie chęć kreatywnego tworzenia. Dobrze było odświeżyć swój umysł i pooddychać nowym powietrzem, które na pewno mnie zmieni, ulepszy. 


Największe wrażenie wywarło na mnie nowe miasto. Wszystko tam było inne i cudowne. Nawet proste budynki były kilkanaście razy lepsze od tych, które widzę na co dzień. Wyobrażałem sobie jak by wyglądało moje życie w nowym mieście. Chciałbym poznać nowych ludzi, którzy ukształtowali by mnie na nowo. Prawdą jest, że otoczenie ma na nas bardzo duży wpływ. Szczególnie osoby dla nas ważne wywierają ogromny wpływ na nasze samopoczucie, światopogląd, życie oraz co za tym idzie- sztukę. Warto zatem ryzykować i rzucać się w nieznane. Ja zrobiłem to rok temu i... zrobiłem ogromny krok do przodu.


Uwielbiam zapach mrozu, który mi wówczas towarzyszył


Życie jest piękne, świat jest piękny ale mimo wszystko rzeczywistość jest cholernie skomplikowana. Czasami mamy wszystko, marzenia się spełniają, wierni przyjaciele stoją przy Tobie i powinieneś być szczęśliwy. Ale nie jesteś. To tak jakby... test. Dostajesz to czego chcesz i nagle okazuje się, że nie jesteś z tym szczęśliwy. I to jest forma podróży. Odwiedzasz nowe miasta, które bardzo chcesz zobaczyć ale niedługo potem jedziesz dalej ponieważ tu nie jest Ci dobrze. Uzyskanie świadomości pozwalającej na zobaczenie tego faktu nie jest zła. Szukamy szczęścia więc nie przestawajmy. Jednak trudno jest zaryzykować i wiem to. Najpierw spróbuję poszukać szczęścia tutaj gdzie jestem a potem będę musiał wyruszyć w kolejną podróż. To trochę smutne. 

"Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej". To prawda, jednak ja nadal poszukuję swojego miejsca na ziemi. Chcę podróżować i poznawać zupełnie nowe otoczenie oraz ludzi by odkryć to co będzie dla mnie prawdziwym domem. Wiem, że takie miejsce istnieje a skoro nie czuję się dobrze tu gdzie obecnie się znajduję to czas na poszukiwania.


sobota, 18 października 2014

Overthinking

Jak dobrze ponownie zasiąść przed klawiaturą laptopa i zacząć pisać kolejnego posta. Brak weny jest czasami dobijający. Jednak siedząc w kącie i zastanawiając się o czym chciałbym opowiedzieć wpadła mi do głowy pewna myśl. Przecież mam do opowiedzenia wiele rzeczy. Dziś napiszę o... "Overthinking"



Overthinking jest to projekt artystyczny nad którym obecnie pracuję. Projekt ten obejmuje wiele dziedzin sztuki. Przede wszystkim muzykę oraz obrazy ale również wiersze, bajki, fotografie i wszystko to dzięki czemu mogę wyrazić siebie. Jestem osobą o umyśle artysty, wszystko co robię jest w mniejszym lub większym stopniu próbą wyrazu tego co rodzi się w mojej głowie. Praca nad projektem jest bardzo ciekawym i tajemniczym doświadczeniem. Z biegiem dni, z każdym kolejnym dziełem dowiaduję się o sobie czegoś nowego, rozwijam się i staję się mądrzejszy. Bez wątpienia jest to mój najciekawszy projekt. 

Tworzenie sztuki nie zaczęło się od Overthking. Na początku było Melody* które zmieniło moje życie. Wtedy wiedziałem już kim chcę zostać. Bycie artystą stało się moim życiowym celem. Po zakończeniu pracy nad Melody zabrałem się za Overthinking. I po co to wszystko?

Efekty mojej pracy zaczęły być dostrzegane. Już za czasów Melody odnosiłem małe sukcesy ale wiem, że to dopiero początek. Muzyką z albumu Melody zainteresował się zespół, który napisał dla mnie recenzję mojej twórczości. Piosenki dostały pozytywne oceny. To była tylko zachęta do tworzenia. Niedawno na YouTube zamieściłem demo mojej piosenki, które udostępniłem w jednym z wcześniejszych postów. Mając nadzieję, że filmik dotrze do szerszej publiczności czekam na rezultaty mojego kroku. Ciężka praca nad piosenkami się opłaca ale mój największy sukces odniosłem dzięki... obrazom. Sztuka malowana została doceniona najbardziej o czym mogłem się przekonać na mojej pierwszej wystawie. 

Pewnego dnia miałem przyjemność poprowadzenia warsztatów artystycznych. Mogłem sam wybrać temat przewodni, ułożyć plan zajęć itd. Zatem skupiłem się na haśle "Ekspresja". Na zajęciach zachęcałem uczestników do wyrażania siebie, omówiliśmy znaczenie słowa "ekspresja" oraz jaką rolę słowo to odgrywa w naszym życiu. 



Warsztaty jakie miałem przyjemność poprowadzić były częścią większego projektu, który koordynował mój znajomy. Na podsumowaniu wszystkich jego części prace stworzone podczas zajęć znalazły się na małej wystawie. Tam poznałem przyszłego organizatora mojej przyszłej wystawy. I tak się zaczęło...

O samej wystawie opowiem kiedy indziej natomiast teraz zamieszczę relację z wydarzenia.


Tworzenie zawsze ma sens. Prędzej czy później ktoś zauważy naszą pracę i pomoże nam ją promować. Najważniejsze są chęci i zapał. Posiadanie marzeń jest paliwem, które nas rozwija. Ja wiem, że zajdę daleko, nigdy nie przestanę marzyć i tworzyć. Bo moją pasją jest spełnianie marzeń.

piątek, 10 października 2014

Szczęściarz

Pisanie bloga sprawia mi wielką przyjemność. Nareszcie to wygląda tak jak zawsze chciałem by wyglądało. A już nie raz się za to zabierałem. Jednak zawsze w przeszłości wyglądało to mniej więcej tak samo- ta sama szata graficzna, te same tematy i sposób wypowiadania się. A teraz dzięki Evening Art widzę, że się zmieniłem. W pewien sposób dojrzałem. Ale nie uważam to za oznakę starzenia się. Nawet samo słowo "dojrzewanie" nie kojarzy mi się absolutnie z mijającym czasem. To nie stało się naturalnie. Typ dojrzewania o jakim mówię to nic innego jak chęć bycia... szczęśliwym.


Żyjemy zwykle w swoich bezpiecznych strefach. Czasem nazwa jest myląca bo "azyl" jaki sobie budujemy nas blokuje i tym samym rani. Ograniczeni ścianami, które mają nas przed czymś bronić przypominają nam o tym, że jesteśmy bezradni i słabi. Nie potrafimy radzić sobie z własnymi lękami a co dopiero wyjść do ludzi i poznawać wielki świat, miliard razy większy niż nasz mały pokój. A tymi ścianami są: marzenia, zaufanie, miłość, przyjaciele, monotonia. Czasami takie proste rzeczowniki są silnymi barierami. Dlaczego? Dlatego, że boimy się spełniać marzenia, boimy się ufać lub ufamy za bardzo, przyzwyczajamy się do przyjaciół i nie szukamy nic innego, pozwalamy zawładnąć naszym życiem monotonii i uzależniamy się od miłości. Jednak nad tym wszystkim można zawładnąć jeśli tylko spojrzysz prawdzie w oczy, że pozbycie się ścian będzie dla nas korzystne. Kiedy zrozumiałem, że muszę się uwolnić pojąłem gdzie kryje się szczęście.

Zacząłem zastanawiać się nad tym dlaczego mając wszystko odczuwam uwierający brak czegoś. Nie potrafiłem odnaleźć luki i ją wypełnić. Błądziłem z kąta w kąt próbując znaleźć wyjście ale nic nie przypominało drzwi. Aż w końcu zrozumiałem, że sekret kryje się w najbanalniejszej ale również najtrudniejszej kwestii na świecie. Szczere pragnienie szczęścia. Potem leci z górki. Zrozumiałem, że to co mam to najcenniejszy skarb na świecie. I zamiast gonić ślepo za wygórowanymi marzeniami postanowiłem zrobić wszystko krok po kroku. Wcześniej chciałem od razu znaleźć się tam gdzie sobie wymyśliłem. Usilnie goniąc za celem bez żadnego planu popadałem w pogrążającą bezradność. Wchodząc w związki bez przyszłości starałem się wypełnić jakąś lukę aż nareszcie zaczekałem na kogoś właściwego. I dzięki temu jestem już prawie pół roku w wyjątkowym związku. Wiele rzeczy, które cały czas robimy stają się naszą codziennością, w której nie chcemy żyć. Ale zamiast usunąć problem wolimy pogrążać się w depresji. Kiedy uwolniłem się z tej klatki zacząłem się rozwijać. Odnoszę małe sukcesy w życiu prywatnym oraz spełniam marzenia i wszystko małymi kroczkami. Przy pomocy przyjaciół oraz wykorzystując wszystko co dało mi życie idę naprzód. 

Wygrałem życie kiedy napisałem Look Ahead. To dzięki tej piosence wszystko zrozumiałem. Od dziś nazywam siebie szczęściarzem.

"...For my pretty happy ending
I look ahead..."

wtorek, 7 października 2014

Gdzie się wszyscy podziali?

Jesień zaczyna się w tym roku od wyjątkowo malowniczej pogody, przeplatanej jak na razie tylko pojedynczymi szarymi dniami. To pocieszające ponieważ czerpie z takiej pogody dużo radości. Kiedy niebo jest błękitne a liście już złote, aż grzech nie wychodzić z domu. Jednak ja nie mam wyjścia. Siedzę cały czas gdyż nagle wszyscy znikli. Pozostała garstka najbliższych mi przyjaciół, którzy przecież nie mogą poświęcić mi każdego swojego dnia na spotkanie. Moje życie aż prosi się o kolejny przełom. Kiedy pojawia się promyk nadziei na coś co może zadecydować o wielkiej zmianie nagle gaśnie on w niewyjaśnionych okolicznościach. Jednak jestem bardzo cierpliwy oraz troszkę pracowity dlatego zamiast siedzieć na dupie i marnować czas wole siedzieć na dupie i tego czasu nie marnować. Ostatnio mam czas na naukę, pisanie bloga a jakiś czas temu dokończyłem pierwszą część mojego nowego projektu...


Uwielbiam tworzyć wszystko na co mam pomysł. To już takie moje małe hobby. Zamiast popadać w samotności w jakieś idiotyczne depresje wolę np. napisać piosenkę. Na to zajęcie poświęcam chyba najwięcej czasu. Pomimo tego, że wielkiego talentu do śpiewania nie mam a komponowanie podkładów muzycznych nie jest łatwe to jednak rozwijam się i to co dziś mam okazję posłuchać jest o niebo lepsze niż wcześniejsze projekty. 

Obecnie zajmowałem się pierwszą częścią nowego albumu zatytułowanego "Overthinking". O szczegółach opowiem przy następnej możliwej okazji. Nie uważam, żeby dziś był na to odpowiedni moment. Kiedy jestem gotowy na kolejny dzień w domu wolę spędzić go na pisaniu bloga oraz słuchaniu moich piosenek. Jedną z nich chcę się dziś podzielić.

Nosi ona taką samą nazwę co album i sądzę, że jest jednocześnie dobrą zapowiedzią pierwszej części mojego projektu. Opowiada zdecydowanie o definicji słowa Overthinking. "Nadmyślenie" jest to proces, który przeżywał każdy. Czy to podczas zauroczenia czy też podczas jakiś problemów. Myśli niepozwalające zasnąć, wędrujące po głowie i walczące ze sobą jak na wojnie to motyw albumu oraz tej piosenki.


"Overthinking"

People stand around me they want to watch me fall
Only you come closer wanting to hear my voice
Everybody laughting when I cry on my own
Only you are with me to hug me when I'm lost

I like the way you talk
Can you tell me what is truth?

Can you take me by the hand?
Don't you leave me in this place

I'm overthinking about you x2

I can't sleep without you when you're not next to me
Please don't leave me when you go out with friends to drink
I know you love dance and I wanna dance with you
You look pretty and I can't hide this beauty view

I know you've got good heart
Do you want share it with me?

You are so good to me
Is it treasure I can keep?

I'm overthinking about you x4

I've never meant to hurt with any single word
Many scars bleed on your heart it's not your foult
Sometimes you act like a fool and it makes me mad
Don't be scared my loves to strong to brake it that way

They want to stole your heart
But your heart belong to me

I've got no money but
I can give you my love, dear

I'm overthinking about you x8

Jak na razie moje piosenki chowane są do szuflady. Dziś jedną z nich umieściłem na Youtube i zobaczymy co się będzie dalej działo. Mam nadzieję, że demo Overthinking się spodoba. Dobranoc.

czwartek, 2 października 2014

Najlepsza sztuka pod słońcem

Ludzie skrywają w sobie ogromny potencjał. Każdy z nas przetrzymuje i gromadzi emocje. Dzięki różnym wydarzeniom pojawia się ich coraz więcej. Czasami są to emocje negatywne, czasem pozytywne ale każda ma ogromną wartość. Uczucia jakie się pojawiają są narzędziem do tworzenia tzw. s z t u k i. Wszystko co oglądamy w galeriach, telewizji, teatrze itp. pojawiło się najpierw w sercu jako jakieś uczucie, następnie natchnienie aż nareszcie powstał pomysł i praca nad nim. Zatem wszystko zaczyna się w naszym wnętrzu. 

Najlepsze w sztuce jest to, że każdy z nas może ją tworzyć. Moja definicja tego pojęcia jest prosta. Sztuka pojawia się wtedy kiedy coś co tworzysz ma dla Ciebie ogromną wartość, pojawia się z natchnienia i ma za zadanie pokazać kawałek Ciebie.

Jestem poszukiwaczem tzw. "sztuki niezależnej". Uwielbiam podziwiać to co tworzą nieznani nikomu ludzie. Tworzą oni prosto z serca, w sposób szczery i przez to- najlepszy. Dzieła spod ręki początkujących artystów mają w sobie niepowtarzalny urok. Nie są tworzone dla nikogo innego jak zwykle dla siebie. Są nośnikiem emocji i czystego natchnienia. Są po prostu sztuką w najczystszej postaci. Chcę by na moim blogu często pojawiały się dzieła, które w jakiś stopniu mnie urzekły mając nadzieję, że urzekną również moich czytelników.

Zaprezentuję teraz wiersz mojego przyjaciela. Ten młody poeta piszę bardzo chwytliwe i schludne wiersze, włada słowem niczym pędzlem budując spójną i elegancką kompozycję. Często pisze dla znajomych, którzy proszą go o krótkie wiersze zadedykowane im lub ich bliskim. Oto jeden z nich:

 Mateusz Wulczyński : (bez tytułu)

Gdy srebrzystym blaskiem księżyca znużony 
Wtuliłem się w fale białej pościeli
Miałem sen piękny, sen nie wyśniony
Nawiedził mnie demon a wygląd miał anieli.
Nagie jej piersi złotowłosem przykryte 
Mą duszę wabiły szeptem
Nogi jej długie mgłą spowite
Ku mnie zbliżały się dreptem.
Reszta jej ciała jest tajemnicą 
Spowita pod grubą zasłoną
O kusicielska ma Anielico!
Twarz twa wydaje mi się znajomą.
Tyś tą jest co serca niewinnym łamie
Oplatając ich sobie wokół palca
Spojrzenia przyciągasz zazdrosnych panien
Gdy potężnych chłopów zamieniasz w malca.
Lecz ja Ci nie ulegnę
Do stóp nie będę padał
Bo z fantazji tak zwiewnej 
Nic bym nie dostawał.


Wiersz zamieszczony wyżej nie mógł nie pojawić się w dzisiejszym poście. Jest to jedno z moich ulubionych dzieł jakie stworzył zatem musiałem się nim z wami podzielić. Wiersze są jedną z najczęstszych form wyrażania siebie. Jednak do tworzenia tak zgrabnych kompozycji lirycznych trzeba mieć prawdziwy talent. Kolejną dziedziną sztuki jest muzyka, w której wielu amatorów i początkujących artystów może się sprawdzić. Przygotowałem dla was dwa utwory, które urzekają swoją prostotą i ciepłym brzmieniem. Zapraszam do posłuchania: 

                

Tworzenie jest bardzo ważne. Moim zdaniem uwalnia to co musi wydostać się na zewnątrz. Pomaga poznać siebie oraz rozwija nasze zdolności, umysł oraz wrażliwość. Moim mottem podczas tworzenia jest "Uwolnij swój ból i podziwiaj jego piękno". Pozwalam swoim brzydkim emocjom przeobrazić się w motyla i zadziwiać ludzi swoim pięknem. Tworzę głównie wtedy kiedy jest mi źle, ponieważ dzięki temu pozbywam się tego co mnie nurtuje i wykorzystuje to do lepszych celów. Sztuka odgrywa ogromną rolę w moim życiu. Chcę podzielić się tym co sam się o niej nauczyłem z innymi ludźmi. I tutaj pojawia się idea założenia bloga: podzielić się z ludźmi moją miłością do tworzenia.


Idę po herbatkę...

poniedziałek, 29 września 2014

Wartość

Każdy człowiek jest wyjątkowy. Ma w sobie niepowtarzalną iskrę. Jednak jak ją wydostać? 

Dziś przeżyłem dość męczący dzień, który na szczęście powoli się kończy. Mogę odprężyć się na kanapie z kubkiem ciepłej herbaty i zabrać się za tworzenie kolejnego wpisu. Ciekawe czy już reklama mojej przyjaciółki zaczęła działać i ktokolwiek przeczyta treść tej krótkiej wypowiedzi. Chciałbym by na ten post zwrócić uwagę gdyż chcę opowiedzieć o czymś co wydaję się dla mnie istotne. Już od kiedy wróciłem do domu po głowie chodzi mi pewna myśl. Teraz mogę ją na spokojnie poukładać w zdania.

Uważam, że ludzie chcą skupić na siebie uwagę. Pokazać, że nie są szarzy. Owszem, nikt nie jest szary ale dlaczego w takim razie pozwalamy na to by tak na nas mówiono? Mamy swoje marzenia oraz talenty i to już sprawia, że jesteśmy na swój niepowtarzalny sposób wyjątkowi. Jednak trudno udowodnić to całemu światu...

Jestem osobą, która zdecydowanie chce zostać doceniona. Najzwyczajniej w świecie... No właśnie. To wydaje się takie zwyczajne- zostać docenionym. Ale dlaczego to takie trudne?

Mam swoje marzenia, mam swoje talenty, mam swoje plany. Jednak czy to jest wystarczające? Co trzeba zrobić by być zauważonym? Chciałbym by ktoś usłyszał to co chcę powiedzieć. Może dlatego wyrażam się w tak wielu sposobach. Maluję, piszę piosenki, komponuje. A czy ktokolwiek rozumie co ja mówię? Nie jedna już osoba miała styczność z moją sztuką. A nie zauważyłem by ktoś zrozumiał przekaz. Spotkałem się z tym, że moje dzieła zadziałały w jakiś sposób na emocje odbiorcy- to dla mnie już jeden krok w przód i bardzo się z tego ciesze. Jednak czy ktoś słyszy?


Lubię malować. Poczułem się wyjątkowo kiedy zostałem zaproszony do udziału w projekcie wspierającym młode talenty. Wtedy wówczas zorganizowano moją pierwszą wystawę. Odbywało się to w Biurach Poselskich. Wszystko chciałem ustawić samodzielnie, to miała być moja wystawa i od razu miałem na nią wizję. Oświetlenie oraz układ wymyśliłem praktycznie sam. Na wszystko miałem wpływ. Było idealnie. Efekt końcowy wyszedł lepiej niż zaplanowałem. Zaproszeni goście byli zachwyceni i nawet przeprowadzono ze mną pierwszy w życiu wywiad. Poczułem się doceniony i zauważony.

Ale teraz jest już cisza....

Czekam na kolejną okazję by się wykazać. Ja nie oczekuję od życia tego by mieć multum znajomych, chodzić na imprezy i zapominać o tym jak mam na imię. Mam troszkę inne ambicje. Chciałbym krok po kroku spełniać swoje marzenia. Nie wiem czy moje starania są wystarczające. Nie wiem co mogę jeszcze zrobić. Ale na pewno kiedy wymyślę coś popijając moją herbatę wprowadzę to w życie.

Wykorzystam każdą okazję.

niedziela, 28 września 2014

A co jeśli cuda się zdarzają?

Czy wierzysz w to, że można sprowadzić do siebie osobę z totalnie oderwanego od rzeczywistości miejsca, która posiada zupełnie odmienną i ciekawą historię i dogadywać się z nią tak jakbyście znali się już kilka lat? Sądzę, że mój dziwny przypadek jest dowodem na to, że jednak jest to możliwe. I stało się to w momencie, w którym oboje tego bardzo potrzebowaliśmy. 
Chyba każdy przeżył bezsenną noc podczas której po głowie chodziła w kółko jedna myśl. Kiedy sam to przeżyłem potrzebowałem tylko jednego- rozmowy. Niestety po północy zwykle większość ludzi już śpi więc do moich przyjaciół nie warto było się dobijać. Siedziałem w środku nocy z włączonym telefonem oczekując na to, że ktoś odezwie się na GG. Nagle pojawiła się wiadomość od zupełnie nieznanej osoby. I tak zaczęła się nasza znajomość. 


Mam zaszczyt przedstawić Laurę Hemmings, która pojawiła się w najlepszym momencie jaki można sobie wyobrazić. Dziś kończy ona 16 lat zatem z tej okazji, chcę życzyć jej wszystkiego najlepszego i podziękować za to, że pomogła mi wtedy kiedy tego najbardziej potrzebowałem. Nie wiem czy tej nocy mógłbym zasnąć spokojnie gdyby nie ona. Dlatego ten post jest poświęcony właśnie jej.

Cieszę się, że mieliśmy przyjemność się poznać, Już od początku traktowałem ją jak przyjaciółkę a ona mnie jak starszego brata. Pomagamy sobie nawzajem chociaż zapewne nawet ona nie spodziewała się tego, że znajomość zawarta w internecie potoczy się w taki sposób. Dziś jest to układ idealny, najważniejsza w życiu każdego człowieka jest świadomość, że można na kogoś liczyć. 

Dobrze jest mieć blisko osobę o równie silnej bezsenności jak ja.

Dziękuję.


sobota, 27 września 2014

Rozgryzając romantyczną ideologię

Lublin to takie niepozorne miasto schowane gdzieś na wschodzie Polski. A w tym niepozornym mieście mieszkam równie niepozorny Ja. Pisząc ten całkiem niepozorny blog staram się pozbierać myśli nazbierane od godziny 10.01 dzisiejszego dnia. Nie mam się czym pochwalić bo myśli egzystencjalne nigdy nie szły mi za dobrze. Niszczą tylko po drodze humor mój jak i moich bliskich. Przejdę od razu do zaplanowanej treści posta gdyż muszę się czymś zająć do godziny ok. 17.

Obecnie w szkole przerabiamy epokę romantyzmu. To chyba jedna z moich ulubionych epok gdyż wydaje się dla mnie najbardziej komunikatywna. Trafia do mnie z pewną łatwością oraz siłą i to sprawia, iż zaczynam ją powoli rozumieć. Zauważam również pewne analogie łączące charakterystyczne cechy epoki z dzisiejszym dniem. Twórcy romantyczni w swoich dziełach często otaczającą przyrodę wykorzystywali do opisywania nastroju towarzyszącemu bohaterom jak i danej sytuacji. No cóż... rozpoczyna się jesień więc o wnioski nietrudno. Za oknami widzę drzewa, które powoli tracą swoją żywo zieloną barwę. Na chwile stają się kolorowe by potem umrzeć i ustąpić miejsce nowej porze roku. Wszystko w końcu umiera, w parze idzie dość ponura atmosfera. Jesień kojarzona jest z szarówą i deszczem- przynajmniej przeze mnie. Towarzyszy ona równie ponuremu samopoczuciu jaki dziś mi doskwiera. Mam wrażenie że zbliżająca się śmierć nie dotknie jedynie przyrody ale również (jak zwykle) mojego prywatnego życia. Czy już teraz mogę mówić o sobie jako o bohaterze nieszczęśliwie romantycznym?

W tej epoce nikt nie był szczęśliwy. Życie romantyczne wcale nie było wesołe. Prowadzone było przez bohaterów niepotrafiących pogodzić się z rzeczywistością. Nie szukali oni alternatyw, zamartwiali się jedynie tym, że życie nie układa się po ich myśli. Pomijając już aspekt romantycznej miłości, która z dzisiejszą wizją "romantycznej miłości" nie ma nic wspólnego to egzystencja kreacji literackiej nigdy nie była łatwa. W moim przypadku pomimo tego, że życie również nie układa się po mojej myśli to jednak wciąż szukam alternatyw. Doceniam wszystko co mam jednak to nie jest powód by stać w miejscu- a jednak z nieznanych powodów siedzę w tym samym miejscu już długi czas. Szukanie wyjścia jest bardzo męczące.

W oczekiwaniu na magiczną godzinę "ok. 17" muszę zająć się czymś innym niż myślenie. Doskonale nada się do tego herbata z cukrem (obowiązkowo trzy płaskie łyżeczki) i plasterkiem cytryny. O prawdopodobnym negatywnym działaniu takiej receptury nigdy nie będę się rozpisywał. A jeśli godzina "ok. 17" będzie się dłużyć wezmę gorący prysznic na pobudzenie racjonalnego myślenia.

O tym co będzie pojawiać się na blogu opiszę w innym poście. Łamie stereotypy prowadzenia blogów w iście awangardowy sposób...