Szybko opuściłem mury zamku i
ruszyłem w dalszą drogę. Im dalej zamku byłem tym lepiej się
czułem. Było już chyba późne popołudnie jednak horyzont nakryty
był białą mgłą a niebo pokryły się szarymi chmurami wydającymi
się ciężkimi od deszczu. Nawet nie mogłem zlokalizować słońca
jednak pomimo tego nareszcie widziałem całkiem wyraźnie to co mnie
otaczało. Droga prowadząca do wrót posiadłości Tyfona wyłożona
była kamieniami i wyłaniała się z lasu. Jednak nie miałem
zamiaru tam wracać. Nie wiedziałem do końca czy jest to ten sam
las, w którym straciłem przytomność jednak wolałem nie ryzykować
i poszukać innego kierunku. Rozejrzałem się wokół i zobaczyłem
polną drogę, która rozpływała się gdzieś za mglistym
horyzontem. Zatem rozpocząłem wędrówkę na nowej drodze.
Świat zamilkł. Do moich uszu
docierało ciche pogwizdywanie wiatru, który wydawał się zyskiwać
na sile. Im dalej szedłem tym mgła stawała się coraz bardziej
gęsta. Gdzieś w oddali w białej ścianie zaczęły rysować się
jakieś kontury. Poszczególne linie zaczęły rysować się
szarościami na mglistym płótnie tworząc prostą konstrukcję.
Zbliżając się widziałem coraz więcej. Gdy podszedłem
wystarczająco blisko zobaczyłem, że jest to huśtawka. Nie wiem
jak się tam znalazła ale oczy mnie nie myliły. Byłem coraz bliżej
i coraz więcej mogłem dostrzec. Ktoś siedział na huśtawce, bawił
się. Wtem zacząłem słyszeć cichy dziecięcy śmiech.
Zaciekawiony przyspieszyłem kroku. Gdy podszedłem wystarczająco
blisko zobaczyłem huśtającą się dziewczynkę. Wyglądała na
siedem lub osiem lat- nie więcej. Miała złote włosy powiewające
na wietrze ozdobione różowymi kokardkami. Ubrana była w piękną
sukienkę również koloru różowego. Kołnierzyk wzbogacony drobną,
białą koronką. Na nogach białe rajstopki i czarne błyszczące
się buciki z malutkimi obcasikami. Twarz jej śmiała się radośnie,
białe ząbki wyłaniały się w uśmiechu a na policzkach świeciły
się rumieńce. Miała niezwykłe oczy. Błękitne, szlachetne niczym
dwa diamenty. Jednak skrywały w sobie zagadkę, tajemnicę
cenniejszą nawet od diamentów. Stałem i patrzyłem się na nią
jak na obrazek. Dziewczynka oczywiście już dawno mnie zobaczyła
jednak huśtała się dalej, śmiejąc się do mnie. Kiedy widziałem
jej radość we mnie też się coś obudziło i warga drgnęła mi
lekko chcąc złożyć się w uśmiech. Czujny wzrok dziewczynki
szybko zlokalizował ten gest na mojej twarzy.
- No dalej!- powiedziała- co Pan taki ponury?
Ja tylko otworzyłem lekko usta
bardziej w geście zdziwienia niżeli uśmiechu a moje oczy zapaliły
się jak zapałki. Pierwszy raz słyszałem taki cudowny głosik. Nie
wiem jak brzmią anioły ale na pewno mają tak samo cudowny głos.
Dziewczynka przestała się huśtać
jednak nadal siedziała odpychając się lekko nóżkami od ziemi, do
której ledwo dosięgała. Wszystko wokół było białe. Czułem się
jak na niedokończonym obrazku, na którym ktoś narysował tylko nas
ale nigdy nie dokończył tła. Cisza wypełniała przestrzeń. Z ust
dziecka wyłaniała się para, było już coraz zimniej a biedna
dziewczynka siedziała w samej sukience. Zerwałem z siebie część
wierzchnią szat i nakryłem ją. Ona natomiast wtuliła się w
ciepły materiał i spojrzała się na mnie ze szczerym uśmiechem na
twarzy.
- Dziękuję Panu bardzo- powiedziała. Ja jednak odpowiedziałem jej delikatnym uśmiechem i nadal wpatrywałem się w nią jak w najpiękniejszy obrazek.- Nazywam się Ester. - Wyciągnęła do mnie rękę.
- Ja nazywam się...- zastanowiłem się chwilę- Dorian- i uścisnąłem delikatną dłoń dziewczynki.
- Bardzo miło mi Cie poznać. Było mi tu trochę nudno. Jestem tu całkiem sama. Miło poznać kogoś nowego- ja rozejrzałem się wkoło i zapytałem:
- Nie boisz się będąc tu całkiem sama? To niebezpieczne.
- Niebezpieczne? Przecież- jak sam mówisz- jestem tu całkiem sama. Nie ma tu wilków ani krokodyli.
- Owszem, krokodyli tu nie ma.
- Ludzi również tu nie ma. No oprócz Ciebie i mnie. Ale jesteś pierwszym chłopcem, którego tu spotkałam.
- I nie boisz się mnie?
Dziewczynka spuściła lekko głowę i
uśmiechnęła się.
- Oczywiście, że nie.
Miło było to usłyszeć. Nie chciałem
wystraszyć tej istotki. Wydawała się taka bezbronna i niewinna.
Kiedy ją poznałem poczułem obowiązek opiekowania się nią. To
uczucie wyłoniło się w mojej pustej duszy tak samo jak ta huśtawka
na środku niczego.
- Dorianie?
- Tak?
- Skąd pochodzisz?- zapytała.
Ja zamilkłem i zacząłem
zastanawiać się nad odpowiedzią. Krótkie pytanie jednak nie
należało do najłatwiejszych. Przynajmniej dla mnie. Przeszłość,
od której uciekałem nadal mnie doganiała. To co zostawiłem za
sobą okazywało się częścią mnie, która nie zniknie. Wolałem
przemilczeć i udawać, że nie ma miejsca, od którego zacząłem
moją wędrówkę. Jednak to nie miało sensu. Myśli w ułamkach
sekund przemykały mi przez głowę. Miałem miliony pomysłów i
miliony zaprzeczeń. W tych krótkich ułamkach sekund zrozumiałem
pewną kwestię. Odpowiedź na pytanie ma w sobie dodatkową
trudność, która leży gdzieś głęboko we mnie. Nigdy bowiem
nikomu nie zaufałem. A temat ten, który jest tak delikatny wymaga
dodatkowo zaufania. Kiedy zdałem sobie z tego sprawę zrozumiałem,
że w tym momencie jestem gotów zaufać po raz pierwszy. Aniołom
można zaufać.
- Droga Ester- powiedziałem wreszcie- zanim opowiem Ci o miejscu, z którego pochodzę chcę Ci coś dać.
Wyciągnąłem spod koszuli
rzemyk, na którym zawieszony był mały zardzewiały kluczyk.
Zerwałem go i w geście zaufania oddałem dziewczynce mówiąc:
- Nie zgub go nigdy przenigdy. To jest bowiem część mnie, którą Ci oddaję.
- Dobrze Dorianie- odpowiedziała z pełną powagą i zrozumieniem.
- Droga Ester, opowiem Ci o mojej miłości, dla której sprzedałem swoją duszę. Była to dziewczyna o pięknych oczach, równie pięknych jak Twoje. Miały w sobie blask, który hipnotyzował mnie w ułamek sekundy. Moje serce biło jak młot za każdym razem kiedy ją zobaczyłem. Ona była dla mnie światłem a ja byłem jedynie cieniem. Starałem się jak mogłem by wyłonić się z ciemności i zabłysnąć by w końcu zostać zauważonym przez osobę, którą kochałem tak bardzo. Moje serce łamane było tysiąc razy. Cierpiałem z każdym dniem coraz bardziej. Pewnego dnia wymyśliłem sposób by uwolnić się spod cierpienia i spełnić moje pragnienia. Stwierdziłem, że oczy tak piękne jak jej pokochają jedynie tak samo piękne oczy. A ja byłem chłopcem o szkaradnej urodzie. Prosząc Boga o pomoc nigdy jej nie dostawałem. Zatem zapragnąłem poprosić samego szatana o spełnienie mojej prośby. On pojawił się w moim życiu i spełnił moje życzenie. Chciałem dostać urodę równą urodzie mojej ukochanej. Jednak podpisując się pod tym sprzedałem swoją duszę. Owszem dostałem to co chciałem jednak w zamian pozbyłem się mojego imienia. Droga Ester, nazywam się syn szatana. Co ja narobiłem... Kiedy już stałem się taki jaki zawsze chciałem moja ukochana zakochała się we mnie. Byłem szczęśliwy przez siedem dni. W ostatni dzień odwiedził mnie szatan i powiedział, że zgodnie z umową musi odebrać mi moje zmysły, które zabierze ze sobą a ja mam zostać na ziemi całkowicie pusty wewnątrz. I nie mógłbym już usłyszeć cudownego głosu mojej ukochanej, ani dotknąć jej delikatnej skóry oraz nigdy bym nie zobaczył jedynej osoby, którą kochałem. Przerażony nie zgodziłem się i uciekłem. Starałem się zrozumieć w jaki sposób zgodziłem się na pakt z diabłem. Postanowiłem ponownie poprosić Boga o pomoc jednak ten nie zgodził się mi pomóc. Oh Droga Ester, zostałem sam. Bóg nie pomaga egoistom. Szatan postanowił jednak wyrównać dług i zamiast moich zmysłów odebrał mi moją ukochaną. Jej serce zamarzło na zawsze a oczy umarły zapatrzone gdzieś przed siebie wypełnione bólem. Zatem uciekłem z miasta i nigdy tam nie wróciłem. Szatan nadal próbuje mnie zdobyć używając teraz pustych obietnic jednak ja wolę uciekać i już zawszę będę uciekał bo taka jest cena jaką płacę. Kocha się raz a ja już kochałem.
Nastała cisza. Zamilkłem
ponownie i z mojego oka wypłynęła łza. Pierwsza w moim życiu.
- Płacz Dorianie, ponieważ płakać można tylko przy przyjaciołach a od dziś to ja jestem Twoją przyjaciółką. Dałeś mi to co skrywa się najdłużej- zaufanie. I ja go nigdy nie oddam. Ten klucz to klucz do Twojej przeszłości i ja go zachowam tylko dla siebie. Nikt się nie dowie.
Oczy dziewczynki zabłysnęły
błękitem. Tajemniczy blask dał mi do zrozumienia, że zaufanie
jakie oddałem do mnie wróci. Jednak tajemnica skrywana przez te
oczy jeszcze nie została mi pokazana. W geście zaufania zrozumiałem
to i uszanowałem.
- Pozwól mi iść razem z Tobą.
- Naprawdę chcesz ze mną iść?
- Oczywiście, przyjaciół się nie zostawia.










