czwartek, 6 listopada 2014

Bajka



W pewnym miasteczku żył sobie chłopiec. Był to młodzieniec o nadzwyczajnej urodzie. Miał piękne złociste włosy, porcelanową cerę oraz delikatne, wręcz dziewczęce rysy twarzy. Pomimo swych licznych zalet wiadome jest każdemu, że nie istnieje arcydzieło bez skazy. W tym przypadku były to jego oczy. Wiecznie podkrążone, brzydkie, przypominające dwa różne guziki przyszyte do główki szmacianej lalki.
Młodzieniec nosił w sobie dużo smutku. Darzył pewną dziewczynę ogromnym uczuciem. Każdego poranka podglądał ją na miejskim rynku, jak sprzedaje kwiaty zebrane daleko za granicami miasta. Była to niewiasta o miodowych, długich włosach, delikatnie opadających na anielską twarz. Miała przepiękny, radosny uśmiech, a jej policzki ozdabiały piegi. Najbardziej jednak uwagę przyciągają magiczne oczy: ciemne, duże w blasku słońca połyskujące niczym szmaragdy. Emanowały miłością i serdecznością. Za każdym razem, kiedy patrzył w jej oczy, uśmiech sam pojawiał się na jego twarzy. Pomimo tego, że rodzice obojga nastolatków są dobrymi przyjaciółmi, chłopak zawsze bał odezwać się do rówieśniczki.
  • Te piękne oczy nigdy nie pokochają takich szkaradnych jak moje.
Chłopiec zawsze chciał mieć inne oczy. Uważał, że te okrutnie go oszpecają. Pewnego razu postanowił zatem wybrać się do starca, mieszkającego daleko za miastem, który słynął z praktykowania magii. Pomyślał, że on jest jedyną osobą, która pomoże mu z jego problemem. Jak pomyślał tak też zrobił. Pewnego ranka zrezygnował z obserwowania szmaragdowo-okiej i od razu wybrał się do chaty staruszka.
Domek z zewnątrz przypominał rozpadającą się ruderę, zresztą w środku wcale nie było przytulniej. Gliniana, nierówna podłoga, kilka rozpadających się szafek, na których gdzieś między drewnianymi łyżkami, kuferkami i innymi rupieciami leżały stare, zakurzone porcelanowe lalki. Nad głową rozciągał się dziurawy dach, natomiast gdzieś w schowanym kącie stała stara prycza, pełniąca rolę łóżka. Starzec żył aż nadto skromnie.
Gdy chłopiec został zaproszony do środka, ujrzał mężczyznę stojącego przy brudnym oknie.
  • Drogi Starcze- powiedział zdecydowanie chłopiec.- Przychodzę do Ciebie w potrzebie. Spójrz na mnie, zobacz jaką szkaradą jestem. Pomóż mi Drogi Starcze i spełnij moje marzenie, daj mi nowe, wspaniałe oczy! Wiem, że potrafisz.
    Starzec spojrzał na chłopaka badawczym wzrokiem, uśmiechnął się lekko i powiedział:
  • Nie rozumiem, dlaczego prosisz mnie o pomoc. Masz wszystko, jesteś zdrowym młodzieńcem, wszystko na swoim miejscu! Dwoje uszu, nos, czerwone usta... para oczu...
  • Ale ja chcę nowe!- przerwał.- Moich oczu nikt już nie pokocha tak jak one kochają inne oczy.- dodał spokojnie po czym energicznie rzucił: - Zapłacę Ci!
    Starzec zaśmiał się
  • Nie musisz mi płacić.- zamilkł na chwilę po czym na jego twarzy pojawiło się wyraźne zastanowienie.- Twoje oczy są piękne bo potrafią kochać. To niesamowity dar. Niepotrzebne Ci są nowe, skoro te działają doskonale.
Chłopiec sprawiał wrażenie, jakby nie słuchał. Nadal upierał się przy tym, że potrzebuje nowych, ładniejszych oczu. Starzec poirytowany uporem chłopca nareszcie powiedział:
  • Dobrze już! Dam Ci nowe oczy. Chociaż powinienem dać Ci nowe uszy, bo jesteś głuchy na wszystkich i na wszystko. Potrafisz usłyszeć tylko siebie.
    Chłopiec ucieszył się niezmiernie.
  • Idź do domu- dodał.- Gdy skończy się dzisiejsza noc i ponownie wzejdzie słońce, przyniesie Ci ono wymarzoną, nową parę oczu.
Chłopiec w podskokach wybiegł z chaty starca, nawet nie dziękując za spełnienie prośby. Młodzieniec wracał do siebie tą samą ścieżką. Szybko wrócił do swojego domu i z niecierpliwością czekał aż nadejdzie zmrok...

[…]

Nastał ranek, promienie słoneczne przedostały się do pokoju przez rubinowe zasłony nadając pomieszczeniu czerwony kolor. Światło zyskiwało na sile z każdą minutą, aż blask wędrujący po porcelanowej twarzy chłopca nareszcie go obudził. Ten otworzył szeroko oczy i leżąc chwilę w łóżku, modlił się o to, by to co wydarzyło się poprzedniego dnia, nie było tylko snem. Przerażony wstał na równe nogi. Podszedł powolnym krokiem do wiszącego na sąsiedniej ścianie lustra. Zbliżył swoją twarz do zwierciadła i nie uwierzył w to co zobaczył.
  • To nie był sen- wyszeptał z niedowierzaniem.
Obietnica starca spełniła się. Chłopiec dostał wymarzone, nowe oczy. Były piękne, duże, błyszczały diamentowym blaskiem. Młodzieniec długo napawał się pięknem swoich oczu, nieustannie wpatrywał się w dar otrzymany od Starca.
W pewnej chwili chłopak poczuł, że coś jest nie tak. Za każdym mrugnięciem obraz stawał się coraz bardziej zamazany i ciemny. Widziane przedmioty traciły swoją ostrość. W panice zaczął pocierać ręką o oczy, mając nadzieję, że to tylko efekt zmęczenia. Jednak był w błędzie. Po krótkiej chwili jedyne co potrafił zobaczyć to pustka... nicość. Wszechobecna ciemność.
  • Co się dzieje!- krzyczał w panice. Ale był teraz całkiem sam. Leżał długo na podłodze swojego pokoju zamrożony w strachu.
  • Zatem dostałeś to czego chciałeś- odezwał się niski, basowy głos starca. Nie wiedział on jednak czy postać znajduje się gdzieś w pomieszczeniu czy też tylko w jego głowie.
  • Co mi zrobiłeś?- wykrzyczał zachrypniętym głosem zmęczonym od płaczu.
  • Spełniłem Twoje życzenie- odpowiedział spokojnie.
  • To nie jest to czego chciałem! Chcę znowu widzieć. Pomóż mi!
  • Nie mogę. Ten czar jest nieodwracalny. Dostałeś nową parę wspaniałych oczu. Zrezygnowałeś z tych, które kochały inne oczy. Chciałeś być piękny, więc jesteś. Porzuciłeś dar, który jest prawdziwym skarbem. Na tym świecie rządzą drogocenne kamienie, jednak naszymi sercami nie jest w stanie zawładnąć żadna, nawet najdroższa biżuteria. A Ty sprzedałeś to co bezcenne.
  • Już nigdy nie zobaczę tej pięknej twarzy, tych miodowych włosów, tego szczerego uśmiechu... i tych pięknych szmaragdowych oczu?
  • Teraz zobaczysz już tylko swoją pustkę. Nie potrafiłeś pokochać samego siebie, zatem nie możesz kochać już nikogo innego.
    Chłopiec nie był w stanie wypowiedzieć ani słowa więcej. Żal i gorycz zacisnęły się wokół jego gardła, uniemożliwiając wydobycie jakiegokolwiek zdania.
  • W tej chwili jesteś warty tyle, co porcelanowa lalka.

Młodzieniec został sam. Pogrążony w nicości, pusty w środku. Miał już tylko swoje idealne, sztuczne oczy, które nie były w stanie zobaczyć nic więcej, niż tylko bezkresną nicość. Z każdą wylaną łzą stawał się coraz bardziej zimny, aż całkowicie i na zawsze zmienił się w pustą nic nie wartościową porcelanową lalkę z wymarzonymi błyszczącymi oczami pragnącymi zobaczyć prawdziwy skarb, jeszcze jeden jedyny raz...

1 komentarz: