niedziela, 9 listopada 2014

"Nie taki święty" część II Klątwa



Paraliż objął całe moje ciało. Nie miałem panowania nad żadną kończyną. Nawet zmysły zniknęły gdzieś na chwilę. Moje ciało wydawało się martwe ale nadal miałem świadomość tego co się dzieje. Nie wiedziałem z początku gdzie jestem. Panowała nicość a ja nie mogłem zobaczyć nawet wszechobecnego mroku. Wszystko zniknęło i pozostała pustka. Nagle w tej niekończącej się pustce zaczęło się coś poruszać. Jakby najmniejsze atomy zaczęły wibrować. Powoli odzyskiwałem siebie. Poczułem mrowienie na skórze. Receptory na moim ciele zaczęły analizować otoczenie. Pierwsze co poczułem to ciepło. To od razu wydało mi się dziwne. Byłem przyzwyczajony do mrozu i deszczu. A tu gdzie się obecnie znajdowałem było bardzo ciepło i przytulnie. Kolejna informacja jaka do mnie doszła to fakt, iż leżę. Nadal znajdowałem się w pozycji leżącej jednak było mi o wiele bardziej wygodnie niż na starych, połamanych gałązkach ściółki leśnej. Pod plecami poczułem aksamit i wygodny materac. Następnie zacząłem słyszeć. Panowała miła cisza. Do moich uszu zaczęły dobiegać subtelne dźwięki, wtedy też zlokalizowałem kominek. Tam palił się ogień, który mnie ogrzewał. Z całych sił starałem się otworzyć oczy. Chciałem wiedzieć gdzie się znajduję. Po chwili starania nareszcie rozchyliłem powieki. Obraz powoli stawał się coraz jaśniejszy i ostrzejszy. Wtem zobaczyłem sufit obity deskami oraz żyrandol. Już nie miałem wątpliwości, że jestem w jakimś pokoju.
Siła zaczęła powracać do wszystkich moich kończyn, poczynając od nóg, kończąc na głowie. Mogłem wykonywać już delikatne ruchy palcami. Wtedy też poczułem, że jestem nagi. Ocknąłem się już całkowicie. Odżyłem. Siadłem na łóżku i rozejrzałem się wokół. Znajdowałem się w przytulnym pokoju. Było to ogromne pomieszczenie rozmiarami przypominające bardziej komnatę. Na przeciwko mnie znajdował się kominek. Umeblowanie było niezwykle kunsztowne i wyrafinowane. Drewniane rzeźbienia na każdej komodzie oraz szafce, rubinowa zasłony zakrywające okna oraz kwiaty pielęgnowane specjalistyczną ręką kwitnące i zdrowe. Na jednym z krzeseł zauważyłem starannie złożone ubrania, które wydawały się być mi przeznaczone. Podszedłem do nich i od razu się w nie ubrałem. Były piękne, zdobione pozłacanymi guzikami i biżuterią, wygodne i idealnie do mnie pasowały. Jakby ktoś szył je specjalnie dla mnie. Kiedy już się ubrałem postanowiłem wyjść z komnaty. Wyszedłem na korytarz. Był długi i ciemny. Szedłem nim chwilę aż nareszcie zobaczyłem schody prowadzące do jakiegoś gabinetu. Postawiłem pierwszy krok na schodku i już usłyszałem głos dobiegający z dołu.
  • Zapraszam.
Zaciekawiony zszedłem na dół. Nie bałem się już niczego. Wiedziałem, że na dole nie znajduje się nic groźnego. Wszedłem do pomieszczenia. Na krześle przy stole kawowym siedział mężczyzna ubrany w czarne szaty. Odwrócony był do mnie plecami. Nie widziałem jego twarzy a on nie chciał się do mnie odwrócić. Po drugiej stronie stolika stało kolejne krzesło idealnie naprzeciwko tajemniczej postaci.
  • Zapraszam.- Powtórzył spokojnym głosem wskazując na krzesło. Przeszedłem wolnym krokiem obok miejsca mężczyzny i usiadłem naprzeciwko niego. Spojrzałem się na jego twarz. Na czoło opadała pokręcona grzywka, podbródek zdobił gęsty acz krótki zarost a jego całkowicie czarne oczy zapatrzone były gdzieś przed siebie. Nie zwracał na mnie uwagi.
  • Dlaczego się boisz?- Zapytał.
Spojrzałem na mężczyznę nie odpowiadając na pytanie. Kącik ust podniósł się mu w charakterze lekkiego uśmiechu. Nadal zapatrzony był gdzieś przed siebie.
  • Nazywam się Tyfon.- Nagle jego oczy rzuciły się w moją stronę wpatrując się w moje. Poczułem ogromny niepokój. Zrozumiałem nagle, że siedzę naprzeciw istoty nieczystej. Nie byłem w stanie odpowiedzieć. Siedziałem w milczeniu przez krótką chwilę. Tyfon spojrzał na dzbanek stojący na środku, sięgną po niego i rozlał do filiżanek odrobinę kawy.
  • Proszę, częstuj się.- Powiedział grzecznie. Sięgnąłem po filiżankę, napiłem się idealnie zaparzonej kawy i powiedziałem:
  • Ja nazywam się...-
Wiem jakie nosisz imię- przerwał z powagą. - Od dziś jesteś Dorian.- Dopowiedział. Kiedy to usłyszałem nawet nie próbowałem się sprzeciwiać. Była to dla mnie wówczas najbardziej oczywista oczywistość. Po prostu nazywałem się Dorian. Teraz już nawet nie pamiętam jakie imię nosiłem przedtem. Siedziałem patrząc się na Tyfona i popijając kawę. Mężczyzna robił to samo jednak jego wzrok był rozbiegany i analizował wszystko oprócz mnie. Wydawał się jednak bardzo naturalny i spokojny. Postać trzymała filiżankę bardzo dostojnie i specyficznie. Najmniejszy palec zakończony lekkim pazurem podniesiony był jak najwyżej się da a tuż pod podbródkiem trzymał talerzyk.
  • Znam całą Twoją drogę jaką przebyłeś- wnet moje serce mocno zabiło.- wiem co widziałeś i wiem co zostawiłeś za sobą. Wiem co poświęciłeś, wiem co przeżyłeś. Wiem kogo kochałeś i wiem czego się boisz. Nie musisz nic mówić. Wiem dlaczego idziesz i wiem od czego uciekasz. Wiem dokąd zmierzasz i co chcesz zobaczyć. Znam Twoje pragnienia i znam każdą Twoją myśl.
Moje serce nadal mocno biło a oczy zabłysnęły. Bałem się pytać i bałem się usłyszeć odpowiedzi na wszystko co usłyszałem.
  • Nie bój się, nic Ci nie powiem. Bo jestem Twoim przyjacielem.- Spojrzał na mnie.- Nie płacz mój przyjacielu. Możesz zapomnieć o tym co zrobiłeś.
  • Ale ja się boję
  • Dlaczego?
  • ...Zgrzeszyłem
  • Możesz ze mną zostać i zapomnieć o tym wszystkim co zostawiłeś za sobą. Wiem, że nie chcesz do tego wracać, prawda? Tak wiem, że się ze mną zgadzasz. Zatem mam dla Ciebie propozycję. Jeśli zostaniesz w moim pałacu na jedną noc, zostaniesz tu już na zawsze. Będziesz mógł robić co zechcesz, cały mój majątek będzie Twój i będziesz szczęśliwy już zawsze. Dostaniesz to wszystko za najmniejszą cenę. Po prostu zostań ze mną i bądź przy mnie. Wystarczy jedna noc by to dostać. Możesz jednak również odejść...
  • I co wtedy?
  • I wtedy... wrócisz na tą samą ścieżkę, będziesz błądził i nigdy nie znajdziesz domu. A tutaj możesz czuć się jak u siebie. Zapewnię Ci wszystko co będzie Ci potrzebne. Wiem jak kochasz malować. Dam Ci zatem farby i pędzle. Wiem jak kochasz pisać zatem dam Ci papier i pióro. Wiem jak kochasz śpiewać dam Ci zatem sławę i natchnienie. Ale zostań ze mną.
  • Nie jestem niczego pewny. To co mówisz miły Panie wydaje się kuszące ale równie mylne jak cała droga jaką przeszedłem. Skoro mogłem iść tak długo i daleko to może powinienem iść dalej. Doskonale wiem co zostawiłem za sobą jednak wypieram to w nieskończoność. Grzech wobec siebie jest najgorszym jaki człowiek może popełnić.- Mężczyzna wyraźnie wówczas się zdenerwował jednak starał się to ukryć
  • Drogi chłopcze. Od dziś nie jesteś już sobą. Dałem Ci nowe imię i nową energię. Nie możesz już zawrócić więc nie ma sensu iść dalej. Nie marnuj daru jaki Ci dałem, możliwość zaczęcia od nowa nie jest rozdawana. W kocu dojdziesz do końca świata i tam nie znajdziesz nikogo. A ja zamknę swoje wrota i drogi do mnie nie odnajdziesz.
  • Zostając z Tobą będę szczęśliwy ale nie wolny. Zatem co to za szczęście skoro będę zamknięty w tym pięknym pałacu. Co mi po złocie skoro nic z nim nie zrobię. Co mi po wierszach jakie napiszę skoro schowam je do szuflady. Co mi po piosenkach jakie zaśpiewam skoro będę śpiewał je ścianom. Co mi po obrazach, które będę tu wieszał aż zabraknie miejsca. To nie jest to czego szukam
  • Ale Ty nie wiesz czego szukasz!- Krzyknął. Wystraszyłem się. Tyfon wstał i nerwowo przeszedł od kąta do kąta z założonymi rękami za plecami. Poczułem nagle bezradność mężczyzny. Wiedziałem, że może zatrzymać mnie tylko swoim bogactwem i pustymi obietnicami. Wizja opisywanego przez Tyfona życia wydawała się kusząca jednak dopóki nie sprzedałem mu mojego ciała chciałem iść dalej. Zatem wstałem z krzesła, stanąłem na pierwszym schodku i powiedziałem:
  • Było mi bardzo miło. Odebrałeś mi moje imię ale nie odbierzesz mojej duszy. Nie mogę tu zostać. Dziękuję za kawę ale na mnie już pora.- Po tych słowach wybiegłem z pokoju.
„Moje miejsce nie jest u boku diabła. Łatwo jest zapomnieć i przestać iść w imię bogactw i wygody. Ale to byłoby puste szczęście. Odebrano mi moje imię ale nie duszę, którą mogę oczyścić.” Powtarzałem sam do siebie. Po kilku krokach w mojej głowie usłyszałem głos Tyfona.

  • Jam jest diabeł, który naznaczył Cie imieniem mojego syna i zawsze już nim będziesz. Dorianie za ucieczkę nakładam na Ciebie przekleństwo. Nie pozwalam Ci zapomnieć o miejscach, w których byłeś, nie pozwalam zapomnieć dróg przez jakie przeszedłeś, nie pozwalam zapomnieć ludzi, których kochałeś. Nie uciekniesz przed tym co zostawiłeś i już zawsze będziesz biegł. Zatem uciekaj Dorianie, to Twoja kara. Już zawsze będziesz biegł.

1 komentarz: