wtorek, 25 listopada 2014

"Nie taki święty" część III Spowiedź



Szybko opuściłem mury zamku i ruszyłem w dalszą drogę. Im dalej zamku byłem tym lepiej się czułem. Było już chyba późne popołudnie jednak horyzont nakryty był białą mgłą a niebo pokryły się szarymi chmurami wydającymi się ciężkimi od deszczu. Nawet nie mogłem zlokalizować słońca jednak pomimo tego nareszcie widziałem całkiem wyraźnie to co mnie otaczało. Droga prowadząca do wrót posiadłości Tyfona wyłożona była kamieniami i wyłaniała się z lasu. Jednak nie miałem zamiaru tam wracać. Nie wiedziałem do końca czy jest to ten sam las, w którym straciłem przytomność jednak wolałem nie ryzykować i poszukać innego kierunku. Rozejrzałem się wokół i zobaczyłem polną drogę, która rozpływała się gdzieś za mglistym horyzontem. Zatem rozpocząłem wędrówkę na nowej drodze.
Świat zamilkł. Do moich uszu docierało ciche pogwizdywanie wiatru, który wydawał się zyskiwać na sile. Im dalej szedłem tym mgła stawała się coraz bardziej gęsta. Gdzieś w oddali w białej ścianie zaczęły rysować się jakieś kontury. Poszczególne linie zaczęły rysować się szarościami na mglistym płótnie tworząc prostą konstrukcję. Zbliżając się widziałem coraz więcej. Gdy podszedłem wystarczająco blisko zobaczyłem, że jest to huśtawka. Nie wiem jak się tam znalazła ale oczy mnie nie myliły. Byłem coraz bliżej i coraz więcej mogłem dostrzec. Ktoś siedział na huśtawce, bawił się. Wtem zacząłem słyszeć cichy dziecięcy śmiech. Zaciekawiony przyspieszyłem kroku. Gdy podszedłem wystarczająco blisko zobaczyłem huśtającą się dziewczynkę. Wyglądała na siedem lub osiem lat- nie więcej. Miała złote włosy powiewające na wietrze ozdobione różowymi kokardkami. Ubrana była w piękną sukienkę również koloru różowego. Kołnierzyk wzbogacony drobną, białą koronką. Na nogach białe rajstopki i czarne błyszczące się buciki z malutkimi obcasikami. Twarz jej śmiała się radośnie, białe ząbki wyłaniały się w uśmiechu a na policzkach świeciły się rumieńce. Miała niezwykłe oczy. Błękitne, szlachetne niczym dwa diamenty. Jednak skrywały w sobie zagadkę, tajemnicę cenniejszą nawet od diamentów. Stałem i patrzyłem się na nią jak na obrazek. Dziewczynka oczywiście już dawno mnie zobaczyła jednak huśtała się dalej, śmiejąc się do mnie. Kiedy widziałem jej radość we mnie też się coś obudziło i warga drgnęła mi lekko chcąc złożyć się w uśmiech. Czujny wzrok dziewczynki szybko zlokalizował ten gest na mojej twarzy.
  • No dalej!- powiedziała- co Pan taki ponury?
Ja tylko otworzyłem lekko usta bardziej w geście zdziwienia niżeli uśmiechu a moje oczy zapaliły się jak zapałki. Pierwszy raz słyszałem taki cudowny głosik. Nie wiem jak brzmią anioły ale na pewno mają tak samo cudowny głos.
Dziewczynka przestała się huśtać jednak nadal siedziała odpychając się lekko nóżkami od ziemi, do której ledwo dosięgała. Wszystko wokół było białe. Czułem się jak na niedokończonym obrazku, na którym ktoś narysował tylko nas ale nigdy nie dokończył tła. Cisza wypełniała przestrzeń. Z ust dziecka wyłaniała się para, było już coraz zimniej a biedna dziewczynka siedziała w samej sukience. Zerwałem z siebie część wierzchnią szat i nakryłem ją. Ona natomiast wtuliła się w ciepły materiał i spojrzała się na mnie ze szczerym uśmiechem na twarzy.
  • Dziękuję Panu bardzo- powiedziała. Ja jednak odpowiedziałem jej delikatnym uśmiechem i nadal wpatrywałem się w nią jak w najpiękniejszy obrazek.- Nazywam się Ester. - Wyciągnęła do mnie rękę.
  • Ja nazywam się...- zastanowiłem się chwilę- Dorian- i uścisnąłem delikatną dłoń dziewczynki.
  • Bardzo miło mi Cie poznać. Było mi tu trochę nudno. Jestem tu całkiem sama. Miło poznać kogoś nowego- ja rozejrzałem się wkoło i zapytałem:
  • Nie boisz się będąc tu całkiem sama? To niebezpieczne.
  • Niebezpieczne? Przecież- jak sam mówisz- jestem tu całkiem sama. Nie ma tu wilków ani krokodyli.
  • Owszem, krokodyli tu nie ma.
  • Ludzi również tu nie ma. No oprócz Ciebie i mnie. Ale jesteś pierwszym chłopcem, którego tu spotkałam.
  • I nie boisz się mnie?
Dziewczynka spuściła lekko głowę i uśmiechnęła się.
  • Oczywiście, że nie.
Miło było to usłyszeć. Nie chciałem wystraszyć tej istotki. Wydawała się taka bezbronna i niewinna. Kiedy ją poznałem poczułem obowiązek opiekowania się nią. To uczucie wyłoniło się w mojej pustej duszy tak samo jak ta huśtawka na środku niczego.
  • Dorianie?
  • Tak?
  • Skąd pochodzisz?- zapytała.
Ja zamilkłem i zacząłem zastanawiać się nad odpowiedzią. Krótkie pytanie jednak nie należało do najłatwiejszych. Przynajmniej dla mnie. Przeszłość, od której uciekałem nadal mnie doganiała. To co zostawiłem za sobą okazywało się częścią mnie, która nie zniknie. Wolałem przemilczeć i udawać, że nie ma miejsca, od którego zacząłem moją wędrówkę. Jednak to nie miało sensu. Myśli w ułamkach sekund przemykały mi przez głowę. Miałem miliony pomysłów i miliony zaprzeczeń. W tych krótkich ułamkach sekund zrozumiałem pewną kwestię. Odpowiedź na pytanie ma w sobie dodatkową trudność, która leży gdzieś głęboko we mnie. Nigdy bowiem nikomu nie zaufałem. A temat ten, który jest tak delikatny wymaga dodatkowo zaufania. Kiedy zdałem sobie z tego sprawę zrozumiałem, że w tym momencie jestem gotów zaufać po raz pierwszy. Aniołom można zaufać.
  • Droga Ester- powiedziałem wreszcie- zanim opowiem Ci o miejscu, z którego pochodzę chcę Ci coś dać.
Wyciągnąłem spod koszuli rzemyk, na którym zawieszony był mały zardzewiały kluczyk. Zerwałem go i w geście zaufania oddałem dziewczynce mówiąc:
  • Nie zgub go nigdy przenigdy. To jest bowiem część mnie, którą Ci oddaję.
  • Dobrze Dorianie- odpowiedziała z pełną powagą i zrozumieniem.
  • Droga Ester, opowiem Ci o mojej miłości, dla której sprzedałem swoją duszę. Była to dziewczyna o pięknych oczach, równie pięknych jak Twoje. Miały w sobie blask, który hipnotyzował mnie w ułamek sekundy. Moje serce biło jak młot za każdym razem kiedy ją zobaczyłem. Ona była dla mnie światłem a ja byłem jedynie cieniem. Starałem się jak mogłem by wyłonić się z ciemności i zabłysnąć by w końcu zostać zauważonym przez osobę, którą kochałem tak bardzo. Moje serce łamane było tysiąc razy. Cierpiałem z każdym dniem coraz bardziej. Pewnego dnia wymyśliłem sposób by uwolnić się spod cierpienia i spełnić moje pragnienia. Stwierdziłem, że oczy tak piękne jak jej pokochają jedynie tak samo piękne oczy. A ja byłem chłopcem o szkaradnej urodzie. Prosząc Boga o pomoc nigdy jej nie dostawałem. Zatem zapragnąłem poprosić samego szatana o spełnienie mojej prośby. On pojawił się w moim życiu i spełnił moje życzenie. Chciałem dostać urodę równą urodzie mojej ukochanej. Jednak podpisując się pod tym sprzedałem swoją duszę. Owszem dostałem to co chciałem jednak w zamian pozbyłem się mojego imienia. Droga Ester, nazywam się syn szatana. Co ja narobiłem... Kiedy już stałem się taki jaki zawsze chciałem moja ukochana zakochała się we mnie. Byłem szczęśliwy przez siedem dni. W ostatni dzień odwiedził mnie szatan i powiedział, że zgodnie z umową musi odebrać mi moje zmysły, które zabierze ze sobą a ja mam zostać na ziemi całkowicie pusty wewnątrz. I nie mógłbym już usłyszeć cudownego głosu mojej ukochanej, ani dotknąć jej delikatnej skóry oraz nigdy bym nie zobaczył jedynej osoby, którą kochałem. Przerażony nie zgodziłem się i uciekłem. Starałem się zrozumieć w jaki sposób zgodziłem się na pakt z diabłem. Postanowiłem ponownie poprosić Boga o pomoc jednak ten nie zgodził się mi pomóc. Oh Droga Ester, zostałem sam. Bóg nie pomaga egoistom. Szatan postanowił jednak wyrównać dług i zamiast moich zmysłów odebrał mi moją ukochaną. Jej serce zamarzło na zawsze a oczy umarły zapatrzone gdzieś przed siebie wypełnione bólem. Zatem uciekłem z miasta i nigdy tam nie wróciłem. Szatan nadal próbuje mnie zdobyć używając teraz pustych obietnic jednak ja wolę uciekać i już zawszę będę uciekał bo taka jest cena jaką płacę. Kocha się raz a ja już kochałem.
Nastała cisza. Zamilkłem ponownie i z mojego oka wypłynęła łza. Pierwsza w moim życiu.
  • Płacz Dorianie, ponieważ płakać można tylko przy przyjaciołach a od dziś to ja jestem Twoją przyjaciółką. Dałeś mi to co skrywa się najdłużej- zaufanie. I ja go nigdy nie oddam. Ten klucz to klucz do Twojej przeszłości i ja go zachowam tylko dla siebie. Nikt się nie dowie.
Oczy dziewczynki zabłysnęły błękitem. Tajemniczy blask dał mi do zrozumienia, że zaufanie jakie oddałem do mnie wróci. Jednak tajemnica skrywana przez te oczy jeszcze nie została mi pokazana. W geście zaufania zrozumiałem to i uszanowałem.
  • Pozwól mi iść razem z Tobą.
  • Naprawdę chcesz ze mną iść?
  • Oczywiście, przyjaciół się nie zostawia.




3 komentarze: