Mam zaszczyt przedstawić ostatnią część cyklu "Nie taki święty" mojego autorstwa. Podsumowując moją pracę nad tym opowiadaniem pragnę powiedzieć kilka słów. Moje "dzieło" to tekst wypełniony symbolami, głębokimi przemyśleniami oraz ważną wiadomością do moich czytelników. Każdy popełnia błędy i każdy szuka swojego miejsca na ziemi. Mam nadzieję, że moja teoria na temat tego czy możliwe jest odnalezienie samego siebie w zimnym, nieznanym świecie oraz jakim bogactwem są przyjaciele okaże się dla was jasna a bohaterzy mojej historii idealnie wam ją opowiedzą.
Powyżej zamieszczam również moją autorską piosenkę "Not That Innocent" od której wszystko się zaczęło.
_________________________________
Szliśmy długą polną drogą.
Otaczała nas mgła, która z każdym krokiem bladła i chowała się
w krzakach ułatwiając nam podróż. Trudno bowiem kroczy się w
niepewnym świecie w niebezpiecznej mgle, która skrywa wszystko co
może być kolejną przeszkodą.
Mijały minuty, towarzyszyła nam
początkowo tylko cisza. Trzymaliśmy się za ręce i nie odzywaliśmy
się, byliśmy zmęczeni i nie starczało nam siły na rozmowę.
Ester uśmiechała się od czasu do czasu kiedy spoglądałem w jej
niezwykłe oczy. Jednak z każdą dziesiątą minutą dziewczynka
stawała się coraz bardziej blada, traciła swój blask i energię.
Im bardziej słońce zachodziło i chowało się za granicą
horyzontu tym bardziej Ester traciła siły. Zbliżała się noc więc
uznałem to za coś zupełnie zwyczajnego. Zmęczenie brało górę i
zbliżał się czas snu dla małej dziewczynki. Nie wiedziałem
wówczas co czuje ten drobny organizm.
Zanim nastał wieczór znalazłem
jaskinie w której mogliśmy się skryć. Przygotowałem dla Ester
koc, rozpaliłem ognisko i nakryłem moją przyjaciółkę by nie
było jej zimno.
- Dziękuję- powiedziała cichutko dziewczynka.
- Nie ma za co- odpowiedziałem i siadłem obok niej.
Ogień wypełniał czarne wnętrze
jaskini ciepłem i światłem, blask płomieni padał na nas i
rozświetlał nasze twarze. Teraz bardzo dokładnie mogłem
przyglądać się Ester. Jej oczy błyszczały niczym drogocenne
kamienie i nadal przykuwały uwagę ale jej twarz i jej usta straciły
kolor. Dziewczynka wydawała się jakby smutna i przygnębiona.
Zacząłem się o nią martwić.
- Jesteś śpiąca droga Ester?
- Nie, nie chce mi się spać- odpowiedziała bardzo spokojnie.
- Może czegoś potrzebujesz? Chcesz coś zjeść?
- Nie, dziękuję- odpowiedziała równie spokojnie co przedtem.
Nie wiedziałem co się dzieje. Ester
odmawiała za każdym razem jak jej coś proponowałem. Mimo wszystko
była spokojna i nie wyrażała swoją mową lub gestem smutek lub
przytłoczenie. Jedyne co widziałem w jej oczach to zmęczenie a
pomimo tego nie chciała iść spać.
- Ester, opowiedz mi co się dzieje. Jak się czujesz
- Dorianie, czuję się... dobrze...- spojrzała się na mnie- nie Dorianie, nie czuję się dobrze, wybacz
- Co się dzieje? Powiedz mi.
- Nie wiem. Czuję się bardzo źle. Jest mi ciężko. Czuję się bardzo ponuro gdzieś w środku. Jestem jak ta jaskinia, ale w mojej nie pali się już ognisko
Dziewczynka skierowała swój wzrok na
płomień i zapatrzyła się w niego. Nic nie mówiłem bo doskonale
czułem, że Ester chce mi jeszcze coś powiedzieć. Nie musiałem
czekać długo aż ponownie zacznie opowiadać. Bardzo tego chciałem
i słuchałem z uwagą, jednocześnie czułem strach i bałem się o
moją małą przyjaciółkę.
- Ten ogień jest bardzo groźny. Kiedy się zbliżysz to możesz się sparzyć. Ale my siedzimy przy tym ognisku i czujemy się dobrze, dzięki niemu nie marzniemy. Kiedy jednak ogień gaśnie nastaje ciemność i przychodzi mróz. Każdy ma swój ogień. Małe ognisko które pali się w środku jaskini. Czasem ognisko pali się bardzo długo a czasem szybko gaśnie. Mój płomyk powoli gaśnie i staję się coraz bardziej szara i zimna.
- Droga Ester, nie mów tak. Jak mogę Ci pomóc?- uścisnąłem zimną dłoń dziewczynki.
- Dorianie. Ty już mi pomogłeś. Potrzebowałam kogoś takiego jak Ty. Stałeś się moim przyjacielem i dzięki Tobie zrozumiałam, że nie jestem sama. Gdybyś nie zjawił się wtedy przy mojej huśtawce byłabym tam sama aż do końca. A teraz kiedy mój płomyk gaśnie jesteś przy mnie i trzymasz mnie za rękę.
Moje oczy pokryła cienka warstwa łez.
Zacząłem rozumieć co się dzieje z moją małą Ester. Nie
chciałem jej tracić i bałem się tego jednak nie chciałem
pokazywać jej mojego lęku i słabości.
- Opowiem Ci coś Dorianie. Też chce ofiarować Ci moje zaufanie i powiedzieć o tym co nie pozwala mi spokojnie spać.
- Opowiedz mi zatem- szepnąłem do dziewczynki
- Mój przyjacielu, moja droga nie była szczęśliwa. Była podobna do Twojej- samotna i zimna. Każdy miał kiedyś mamusię. Wiele dzieci mogło przytulać się do niej wieczorami i słuchać bajek. Ale niestety ja nie mogłam z tego korzystać. I to tylko moja wina- zamilkła na chwilę by po chwili znów przemówić.- Kiedy troszkę dorosłam i miałam więcej niż pięć lat dowiedziałam się, że aby zapalić moje ognisko mamusia musiała zgasić swoje. I nigdy nie spotkałam mamusi. Wiem, że jej płomyk pali się we mnie ale on jest już coraz słabszy i słabszy... Bardzo tęsknie za mamusią a teraz kiedy staję się coraz bardziej zimna i tracę swój kolor tęsknie jeszcze bardziej. Nie rozumiem dlaczego tak się stało. Przykro mi troszkę ale mam nadzieję, że kiedyś spotkam mamusię.
Z oczu popłynęły mi łzy. Strasznie
współczułem małej Ester. Czułem się bezradny. Chciałem
rozpalić jej ognisko na nowo ale wiedziałem, że to niemożliwe. Ja
byłem skazany na samotność przez moją pychę i głupotę a ona?
Ona była niewinna. Mała dziewczynka, która jest samotna... za nic.
Bystre oko mojej przyjaciółki
wypatrzyło małą łzę spływającą po moim policzku.
- Nie płacz Dorianie- powiedziała i z wysiłkiem wspięła się na moją szyję by pocałować mnie w policzek. Poczułem wówczas niebywałe ciepło. Ostatnie jakie zostało w jej małym ciałku.- Jesteś naprawdę bardzo uroczy. Jak już zniknę musisz iść dalej. Zdradzę Ci mały sekret.
- Tak?- uśmiechnąłem się miło do Ester chociaż kolejna łza spływała mi po twarzy.
- Chodź tu bliżej to Ci powiem- schyliłem się do ust dziewczynki i nastawiłem ucho.- Wszystko się ułoży- wyszeptała.
I nagle poczułem coś czego nie czułem
nigdy wcześniej- ulgę. To były tylko słowa ale wiedziałem, że
to prawda. Uwierzyłem jej. Dziewczynka osunęła się lekko i
straciła siły. Objąłem ją mocno i trzymałem w ramionach już do
końca. Z każdym oddechem mojej przyjaciółki jaskinia stawała się
coraz bardziej czarna i zimna, ognisko powoli gasło podobnie jak jej
wyjątkowy blask w oczach. Nagle z ciemnych czeluści wyłonił się
sam Tyfon. Szedł spokojnym ale pewnym krokiem w naszą stronę a
płomyk nadal gasną. Ogarnął mnie strach. Diabeł wyciągnął
dłoń do małej Ester a ta chwyciła ją i wstała. W tym momencie
rozległ się potężny grzmot, na zewnątrz rozpętała się burza.
Deszcz obijał się o drzewa. Tyfon z Ester zaczęli kierować się w
stronę wyjścia z jaskini. Zerwałem się szybko i chciałem odebrać
mu moją przyjaciółkę. Ale wtem mężczyzna zatrzymał się i
lekko obracając głowę w moim kierunku powiedział:
- Każdy zmierza do miejsca, na które zasługuje. Moim zadaniem jest zabrać każdego tam gdzie powinien być. To nie ja decyduje o tym gdzie mam zaprowadzić Ciebie albo małą Ester. Kiedy przychodzi już czas cel jest jasny.
Zrozumiałem słowa Tyfona ale nie
mogłem się z nimi pogodzić. On zabierał jedyną przyjaciółkę a
ja nie mogłem nic zrobić. Diabeł i dziewczynka zniknęli w
strugach deszczu, ognisko już całkowicie zgasło a ja zostałem sam
w tej ciemnej jaskini płacząc za moją małą Ester.
[...]
To wszystko co mam do opowiedzenia.
Każdy ma swoją historię, każdy tworzy swoją opowieść, każdy
kieruję się do jakiegoś celu. Czasami nie jesteśmy świadomi
tego, że ścieżki jakie obieramy zawsze mają swój koniec. I kiedy
nasz ogień wygasa, stajemy się zimni i tracimy barwy nie ma już
odwrotu. Zmierzamy prosto do celu na który sami pracowaliśmy. Gdzie
jest teraz moja mała Ester? Mam nadzieję, że słucha teraz bajki
na dobranoc w ramionach swojej mamy. A gdzie jestem ja? Nadal szukam
swojej ścieżki. Ale jeśli teraz wybiorę dobrze to wiem jedno.
„Wszystko się ułoży”.
K O N I E C


wydaje się świetne!:*
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy♥
♡✿ Twins Life. [KLIK] ✿♡
Więc zajrzałam tak jak prosiłeś. I jest świetnie. Bardzo interesujące ;)
OdpowiedzUsuń